<scena w klasie>
Dowolny koniec lekcji (za 5 minut dzwonek, klasa patrzy na zegarki, nauczyciel też i żeby nie było tej ciszy, która świadczy o złym zaplanowaniu lekcji postanawia przeprowadzić tzw. rekapitulację pierwotną)

- No to powtórzmy czego się dziś nauczyliśmy… co było przyczyną xxxxxxx?
- ………
- Tak, a kto stał wtedy na czele xxxxxxx?
- ………
- Tak, o co się potem stało?
- …….
- Tak, a następnie?
-……
- A wtedy przyszedł kto?
</scena w klasie>

I tak dalej. Nie wymyślam tego. Sam, jako młody nauczyciel w ten właśnie sposób upewniałem się, że uczniowie „złapali” co trzeba i -  przy okazji - dostali najlepszą podpowiedź co może się pojawić na kartkówce.

Bo nie ukrywam, że jednym z trudniejszych dla mnie etapów lekcji jest jej podsumowanie. Takie standardowe zadanie kilku pytań utwierdzających nas w przekonaniu, że uczniowie zapamiętali wszystko jak należy, powiedzmy to sobie otwarcie, nie należy do szczególnie ekscytujących. Poza tym wzmacnia przekonanie uczniów, że właśnie zapamiętywanie jest najważniejszą umiejętnością historyczną. A przecież nie o to chodzi prawda?

Popatrzmy na tę tabelę:

Czytaj dalej... "Jak pytać o przeszłość?"

Każda lekcja powinna mieć haczyk. Coś, co “złapie” ucznia i na moment go "zatrzyma", skupi jego uwagę "tu i teraz". Nie dlatego, że tak trzeba, że musi. Dlatego, że jest ciekawie i tajemniczo.

Banał: „obraz mówi więcej niż….. „ A co jeśli do tego obrazu czy zdjęcia namówimy uczniów do włączenia swojej wyobraźni? W sieci możemy znaleźć mnóstwo ciekawych starych zdjęć, które aż proszą się o to, by je wyświetlić i przez 5 minut się nad nimi pochylić. Uczniowie nasi nie są niestety przyzwyczajeni do rozmawiania o zdjęciach. W podręcznikach stanowią one najczęściej tylko ilustracje do tekstu, przedstawiają wydarzenie i mówią uczniowi „tak to wyglądało” albo „on/ona tak wyglądał(a)”. Niczego w zasadzie nie można z tym zrobić, popatrzyć i zapomnieć A przecież fotografia może być fantastycznym wstępem do zajęć.

Może przykuć uwagę ucznia i zaangażować go przez chwilę na lekcji (engejdżing!)?

Najgorszą robotę z wyobraźnią ucznia robią podpisy pod zdjęciami. Wiem, że inaczej się nie da, ale po przeczytaniu takiego podpisu już wszystko wiadomo, wszystko jest jasne, nawet nie chce się zastanawiać.

A gdyby tak zacząć inaczej... Wyobraźmy sobie, że prowadzimy zajęcia o II wojnie na Zachodzie i chcemy omówić wydarzenia z 1940 roku.

Czytaj dalej... "Engejdżing"

Przygotowując się do matury długie godziny spędziłem nad rozpisaniem na osi czasu wszystkich wojen, które siedemnastowieczna Rzeczpospolita prowadziła w XVII wieku. Klasówkę przed maturą zaliczyłem, ale niewiele z zapamiętałem z tej partii materiału - czyli moja nauka nie przyniosła dobrego efektu. A potem dokładnie to samo robiłem z moimi uczniami – kilka lekcji poświęcaliśmy na omówienie relacji z poszczególnymi państwami a potem oczekiwałem od nich, że wykują na pamięć daty wojen, bitew, traktatów. I frustrowałem się, że nie tylko nie wiedzą kiedy i dlaczego zawarto traktat w Buczaczu ale też, że nie potrafią scharakteryzować sytuacji międzynarodowej Polski w XVII wieku.

Czytaj dalej... "Jak uczyć o wojnach XVII wieku i nie zanudzić?"

Mocno poprawimy jakość dyskusji na lekcjach, jeśli postawimy uczniom tematy, z którymi będą mogli się lepiej utożsamić. Trzeba z wielkiej polityki zejść na poziom wyborów zwykłych ludzi.

Mamy nauczyć swoich uczniów obrony własnego zdania na podstawie odpowiednio dobranych przez nich argumentów. Uczniowie lubią dyskutować i dlatego powinniśmy im to umożliwiać jak najczęściej. Kiedy sięgnę pamięcią do tematów dyskusji, które odbywały się na moich lekcjach do głowy przychodzi mi kilka klasycznych:

  • Życie w Sparcie i w Atenach - porównanie
  • Bać się czy nie bić (o powstaniach w XIX wieku)?
  • Ocena powstania warszawskiego (czyli w sumie znowu „bić się czy nie”)

Często słyszę od nauczycieli, że nie ma sensu zbyt często debatować w klasie, bo uczniowie mają za małą wiedzę i nie potrafią merytorycznie odpowiednio odnieść się do tematu. Dyskusje rażą nas, nauczycieli prostymi wnioskami, płytkimi argumentami czy ahistorycznymi stwierdzeniami. Może to jednak nie uczniowie są winni a my, stawiając ich przed zbyt trudnymi problemami. No bo co uczeń może powiedzieć na temat tego, czy warto było wywoływać powstanie warszawskie? Zejdźmy na ziemie i zajmijmy się dylematami zwykłych ludzi, z którymi uczniowie mogą się utożsamić. Zobaczyć siebie lub „takich jak ja” w tle wielkich wydarzeń historycznych.

Czytaj dalej... "O czym dyskutować z uczniami"