Narodowe Archiwum Cyfrowe działa już od ponad dziesięciu lat. Głównym  jego celem jest archiwizacja oraz digitalizacja zasobów audiowizualnych. NAC zajmuje się więc gromadzeniem, opracowywaniem i konserwacją fotografii, nagrań dźwiękowych oraz filmów. Przede wszystkim tych, które zostały zgromadzone w archiwach państwowych.

Do tej pory w zasobie NAC dostępnych jest 15 milionów zdjęć (od XIX w do współczesności), 40 tysięcy nagrań audio (od 1889 roku oraz 2 tysiące filmów z lat 1928-1993). Część z nich można oglądać w Internecie. Dziś rozpoczynamy cykl wpisów poświęconych materiałom zgromadzonych w NAC. Będziemy się przez nie przekopywali i co jakiś czas zwrócimy Waszą uwagę na materiały, które można wykorzystać na lekcjach historii.

Skoro ciągle nie ochłonęliśmy z emocji towarzyszących wyborom samorządowym, a w niektórych miejscach czeka nas jeszcze druga tura, to warto zobaczyć, co na temat polskich wyborów z przeszłości znajdziemy w NAC. Moje poszukiwania ograniczyłem do okresu II RP. Oto co znalazłem.

Zacznijmy od zdjęć dotyczących przeprowadzania wyborów.

https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/27040/5c3464efa45377d3ad19d2179107130e/

Pierwsze z nich przedstawia komisję wyborczą z jednego z lokali wyborczych w Krakowie w trakcie wyborów do sejmu w roku 1930. Naturalnym sposobem na jego wykorzystanie jest porównanie współczesnych komisji wyborczych do tej przedstawionej na fotografii. Dobrze odwołać się do doświadczenia samych uczniów jeśli tylko towarzyszyli rodzicom w trakcie wyborów. Warto zwrócić im uwagę na liczbę członków komisji, ich płeć (na ilustracji jest tylko jedna kobieta na 13 członków komisji), wygląd urny, materiały pisarskie stojące na stole (kałamarze) i na portret marszałka Piłsudskiego wiszący na ścianie. Ta ostatnia kwestia może być doskonałym punktem wyjścia do dyskusji o tym, czy wybory 1930 roku były w pełni wolne i jak taki wystrój mógł wpływać na decyzje głosujących.

Kolejna fotografia ukazuje liczenie głosów i dotyczy tych samych wyborów sejmowych z 1930 roku.

https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/27110/5c3464efa45377d3ad19d2179107130e/

Widać na niej porozkładane na podłodze protokoły z poszczególnych lokali wyborczych. Dostrzec można, że obok każdego stosu kartek leży kartka z numerem lokalu wyborczego. Źródło to można wykorzystać do przypomnienia uczniom, że podliczanie głosów z wykorzystaniem komputerów to stosunkowo niedawna innowacja a przed jej wprowadzeniem liczenie głosów i sprawdzanie kompletności dokumentacji z poszczególnych lokali odbywało się właśnie w sposób ukazany na fotografii.

Kolejne zdjęcia pokazują, jak wyglądała kampania wyborcza. Zacznijmy od dwóch fotografii pokazujących plakaty wyborcze BBWR przed wyborami z 1930 roku.

https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/170489/h:270/
https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/27032/h:270/

Omawiające je warto zwrócić uczniom uwagę na miejsce, w którym zostały przyklejone (płot budowy i prowizoryczna tablica ogłoszeniowa). Warto też zastanowić się, co miało skłonić wyborców do oddania głosu na listę nr 1 (czyli na BBWR). Na obu bowiem zdjęciach na pierwszym miejscu pojawia się postać Józefa Piłsudskiego (na pierwszym jest najwyraźniej widoczne jego nazwisko, na drugim zaś plakat z jego sylwetką i napisem “X rocznica odparcia najazdu Rosji Sowieckiej). W połączeniu z widocznym na obu fotografiach hasłem “Kto chce potęgo Polski głosuje na jedynkę” i rymowanym wierszykiem (“Gdy ci kto góry złota za głos obiecuje/ bacz by cię zamiast zysków nie spotkała strata/ spójrz co z tych obiecanek zostawili inni/ a co zrobił marszałek rządząc cztery lata”) pozwala to postawić pytanie o podobieństwa w sposobach zdobywania głosów w przeszłości i współcześnie (odwoływanie się do dawnych zasług lidera listy, krytyka poprzednich rządów). Na drugim plakacie zwraca jeszcze uwagę plakat informujący o wielkim wiecu wyborczym kobiet pracujących.

Współcześnie często słychać głosy, że plakaty wyborcze zaśmiecają przestrzeń publiczną i nie są sprzątane po wyborach. Przyjrzenie się fotografiom z lat trzydziestych pokazuje, że taki stan rzeczy nie jest tylko chorobą współczesności. Widać to wyraźnie na zdjęciu ukazującym ulicę Krakowskie Przedmieście w Warszawie zasypaną ulotkami wyborczymi.

https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/78962/5c3464efa45377d3ad19d2179107130e/

Niewiele lepiej wyglądały też mury kamienic, co widać na kolejnych ilustracjach, tym razem dotyczących wyborów do Rady Warszawy (a więc samorządowych) z 1938 roku.

https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/78949/h:270/
https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/78952/h:270/

Widać na nich, że zarówno przyklejanie plakatów, jak i mazanie po murach było praktykowaną formą prowadzenia kampanii wyborczej. Podobnie jak widoczne na ostatnim zdjęciu, na które chciałbym zwrócić uwagę, samochody kampanijne, tak popularne także współcześnie.

https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/77918/5c3464efa45377d3ad19d2179107130e/

Lekcja, w której omawiamy koniec epoki średniowiecza i rozprzestrzenianie się idei renesansowych jest w repertuarze każdego z nas. W naszym cyklu zadań z radiem TOK FM przedstawiamy fragment audycji Tomasza Stawiszyńskiego, w której rozmawia z profesorem Arkadiuszem Stempinem o przełomie epok. Proponujemy uczniom krótki fragment, w którym rozmowa dotyczy znaczenia wynalezienia druku.

  • Co, według profesora, wyzwoliło ciekawość ludzi?
  • Dlaczego druk wzbudza ciekawość?
  • Jak.rozumiesz stwierdzenie, że  "druk pomniejszał armię analfabetów”?
  • Dlaczego gość porównuje papier do Internetu?

Adres do audycji:

Przejście od średniowiecza do renesansu było jak zdjęcie hełmu rycerskiego i otwarcie się na ciekawości świata

Posłuchaj: https://audycje.tokfm.pl/podcast/Przejscie-od-sredniowiecza-do-renesansu-bylo-jak-zdjecie-helmu-rycerskiego-i-otwarcie-sie-na-ciekawosci-swiata/68363

Odwoływanie się do książek, filmów czy muzyki bliskiej uczniom to bardzo dobre narzędzie do pracy w czasie lekcji. Ułatwia nam z jednej strony nawiązanie z uczniami kontaktu przez rozmowę o rzeczach, które dobrze znają, z drugiej zaś - tłumaczenie wydarzeń, procesów czy decyzji odwołując się do bliskich im tekstów kultury. Jacek pisał kiedyś o tym na przykładzie Gwiezdnych Wojen.

Wspominał tam między innymi, że cała saga może być pomocna w ukazywaniu, czym są ustroje totalitarne i jakie w nich znaczenie ma posługiwanie się określoną symboliką. Dzisiaj chciałbym rozwinąć jeden aspekt tego zagadnienia, proponując zestawienie przemówienia Hitlera z mową generała Huxa z Przebudzenia Mocy.

W trakcie lekcji poświęconych systemom totalitarnym w stalinowskiej Rosji i nazistowskich Niemczech sporo miejsca poświęcam formom i znaczeniu propagandy. Po rozmowie na temat poglądów Hitlera zawartych w Mein Kampf oraz przyczyn i drogi jego dojścia do władzy zajmujemy się więc analizowaniem materiałów propagandowych z tamtego okresu. Skupiamy się na plakatach i budowaniu za ich pomocą kultu przywódcy. Zwieńczeniem tego wątku jest natomiast analiza przemówienia Hitlera  wygłoszonego 30 sierpnia 1933 roku na zakończenie zjazdu NSDAP.

Przemówienie to zostało nagrane przez Leni Riefenstahl i stało się częścią jednego z najważniejszych filmów propagandowych w dziejach, czyli Triumfu Woli. Moi uczniowie radzą sobie z angielskim na tyle, że oglądam z nimi odpowiedni fragment w wersji z angielskimi napisami. Dostępna wersja polska ma nieco słabszą jakość. Przemówienie jest punktem kulminacyjnym filmu i trwa około 12 minut.  

W trakcie jego oglądania uczniowie mają szukać odpowiedzi na cztery pytania. Po pierwsze chcę, żeby zauważyli do kogo i po co Hitler przemawia, a także krótko streścili, o czym mówi. Po drugie chcę, by wyłapali wszelkie idee i przejawy ideologii nazistowskiej, które poznaliśmy na poprzednich zajęciach (a więc przywiązanie do narodu jako wspólnoty, poszukiwanie wroga, niechęć do innych ras, stawianie na siłę narodu, krytyka starego porządku, dążenie do odbudowy siły państwa itp.). Po trzecie zależy mi, żeby zwrócili uwagę na elementy filmu, które mają służyć budowaniu kultu jednostki (sposób filmowania lekko z dołu, liczne oklaski i przebitki na entuzjastyczne reakcje słuchających, ruch kamery ukazujący zasłuchanych i potakujących współpracowników itp.). Wreszcie na koniec ważny jest sposób przemawiania Hitlera (a więc gesty, modulowanie głosu, wprowadzanie fragmentów spokojniejszych i mocnych, tych drugich więcej w drugiej części mowy, długa pauza przed rozpoczęciem wystąpienia, budowanie napięcia, dawanie czasu na wybrzmienie oklasków itp.). Wydruk z pytaniami dla uczniów dostępny jest tutaj. Omawianie wszystkich tych elementów ma prowadzić do pogłębienia świadomości uczniów na temat sposobów budowanie kultu jednostki w państwach totalitarnych.

Po analizie przemówienia i odpowiedzi na powyższe pytania zapowiadam, że zaprezentuję jeszcze jeden, podobny film, który chciałbym, żeby porównali z tym, co właśnie widzieliśmy.  Odtwarzam wtedy przemówienie generała Huxa z Przebudzenia MocyNiestety nie dysponuję wersją z polskimi podpisami, ale mniej ważna jest teraz dla mnie treść mowy. Ważniejsza jest za to strona formalna, a więc sceneria (wielkie flagi, ustawione szyki, skupieni słuchacze, monumentalne dekoracje). Przede wszystkim zaś zwracam uwagę (zwykle uczniowie sami to dostrzegają) na podobieństwo w sposobie mówienia i przekazywania emocji tak, żeby porwać za sobą tłumy.

Warto zapytać tutaj, dlaczego autorzy gwiezdnej sagi posłużyli się nawiązaniami do przemówień Hitlera i ich oprawy. Moi uczniowie nie mają wątpliwości, że nazizm i stosowana przez jego propagandzistów estetyka stał się wzorem dla przekonującego ukazania ciemnej strony i jako taki był jej synonimem. Mam nadzieję, że Wasi uczniowie też bez trudu to dostrzegą i jasne będzie dla nich utożsamienie ciemnej strony mocy z nazistami.

PS. Na koniec można też puścić uczniom anglojęzyczny film stworzony przez jednego z youtuberów, który zestawia elementy fabuły i scenografii  Gwiezdnych Wojen z elementami ideologii nazistowskiej i jej wizualnymi emanacjami. 

Praca domowa.  Dla większości nauczycieli jeden z nieodłącznych elementów uczenia. Jako uczeń pamiętam dokładnie to uczucie, kiedy nauczyciel zapominał lub - w ramach niemal królewskiej łaski - oświadczał, że tym razem niczego nam nie zada. Praca domowa była nieodłącznym elementem mojego uczniowskiego życia, brak pracy po południu jakimś niezwykłym przeżyciem. Tym tekstem chciałbym - już z perspektywy nauczyciela - podzielić się kilkoma moimi przemyśleniami dotyczącymi pracy domowej . Po co ją zadajemy, jaka jest jej funkcja, czy w ogóle jest potrzebna?

Moim zdaniem z pracą domową jest jak ze słynną zasadą z przysięgi Hipokratesa: przede wszystkim ma nie krzywdzić. Zarówno naszych uczniów, nas i naszego przedmiotu. Bo praca domowa może krzywdzić. To, co zadajemy, ma uczniowi pomóc w głębszym zrozumieniu zrealizowanego tematu. No wiecie państwo:

Poniżej moja osobista propozycja pytań, które warto sobie zadać zanim zadamy pracę domową.

  •      Czy nie zadaję z przyzwyczajenia?

Czasami trudno nam się rozstać z uczniami niczego nie zadając. Może niektórzy z nas uważają, że praca domowa to dowód na to, że poważnie traktujemy swój przedmiot a poważna lekcja musi się skończyć „czymś do domu”.  Patrzymy w zeszyt ćwiczeń, widzimy „fajne” zadanie i rzucamy je na tablicę. Bez większego zastanawiania się. Chcemy po prostu stworzyć jakiś pretekst, by nasi uczniowie przypomnieli sobie, że razem z naszym przedmiotem istniejemy. Taka nieprzemyślana praca domowa często odbije się nam czkawką na następnej lekcji: trzeba ją sprawdzić, często jest łatwa do przepisania, rzadko daje coś wartościowego. A gdyby tak … odpuścić?

  •     Czy wszyscy muszą otrzymać zadanie?

Jeśli zadanie ma utrwalać lub sprawdzać, czy uczeń zrozumiał realizowany materiał, może należy się zastanowić czy cała klasa musi otrzymać to samo zadanie. Przecież mamy takich uczniów, którzy rozumieją temat, są aktywni na lekcji, odpowiadają i zadają pytania. Czy oni też muszą wykonywać przysłowiowe „ćwiczenie 8 na s.32” skoro na lekcji udowodnili nam, że wiedzą i umieją?

  •   A może różne zadania dla różnych uczniów?

Idąc dalej za myślą poprzedniego punktu, proponuję rozważyć zadawanie różnych prac domowych (wiem, wiem… 32 osoby w klasie, łatwo mi mówić… itd.). To tylko propozycja. Prezentujemy na tym blogu mnóstwo zadań dotyczących źródeł, analizy fotografii, wychodzących poza samo odtwarzanie treści podręcznikowych, które przecież innym może być naprawdę potrzebne. Przestańmy karać uczniów zdolnych dając im zadania poniżej ich możliwości. Zaproponujmy im coś ambitniejszego. To wcale nie musi oznaczać zajmowania im więcej czasu. Może od razu trzeba ich odesłać do tzw. zadań z gwiazdką i zwolnić od tych bardziej odtwórczych, które robią ci, którzy tego potrzebują?

  •    Czy nie namawiam do oszustwa?

Świat, w którym żyjemy wymaga od nas wielu czasochłonnych czynności. Mając się czegoś dowiedzieć zaglądamy do Internetu, rzadziej szukamy w książkach. Nie wymagajmy od uczniów, że będą inni. Zanim zaczną odpowiadać na nasze zadanie, sprawdzą, czy już wcześniej nikt tego nie odrobił. To nie jest ich wina, że urodzili się w czasach, w których odpowiedzi na proste pytania są na wyciągnięcie ręki. Zanim zadamy kolejne „Bić się czy nie bić w powstaniach?” albo coś o porównaniu „Sparty z Atenami” zadajmy pytanie w Google, które pewni nasi uczniowie wpiszą i zobaczmy, czy w ogóle warto ich stawiać przed wyzwaniem już dawno znanym i opisanym. Tak, ściąganie prac z Internetu jest oszustwem i powinniśmy je tępić, ale nie wymagajmy od uczniów, by zapominali, że sieć istnieje. A gdyby tym bardziej zaawansowanym uczniom zadać, żeby sprawdzili w Internecie różne odpowiedzi uczniów na dany temat, porównali, skrytykowali? Sieć nie jest naszym wrogiem, tylko wyzwaniem. Musimy się sami sieci nauczyć i przede wszystkim nauczyć radzić sobie z wykorzystywaniem sieci przez uczniów. Może się wtedy okazać się, że i “Sparta” i “nie bić się” mogą być ciekawe, tylko zadane tak, by wyjść poza utarte schematy.

  • Jak sprawdzić zadanie?

Ostatnio usłyszałem jednego ze znajomych licealistów, który powiedział, że nieważne, jak zrobi pracę domową. Ważne, że zrobi. Czyli w zasadzie nie jakość a ilość. To bardzo niepokojące. Namawiam do prac, które nie wymagają wiele pracy i czasu, ale powinny być zrobione jak najlepiej. Tu dochodzimy do indywidualizowania uczenia. Nie każdy może dojść do tego samego poziomu, ale każdego warto zachęcać, żeby zrobić jeszcze kilka kroków w górę. Po zadaniu pracy domowej sprawdzam i daję wskazówki, jak ją można poprawić. Praca wraca do ucznia bez oceny, ale z uwagami. Uczeń może ją poprawić, a ja albo ją przyjmuję, albo daję kolejne poprawki. Zadanie przyjmuję wtedy, kiedy wiem, że od danego ucznia już więcej nie wyciągnę. Taki system ma swoje minusy (jest piekielnie czasochłonny), ale uczy, że nie popłaca „odwalić pracy” nawet tych, którym wystarczy „słaba trójka”.  Im szybciej uczeń się zmobilizuje i zrobi coś tak, jak trzeba (ważne kryteria akceptowanej pracy), tym lepiej dla niego. Mój blogowy kolega Kuba ze swoją 7 klasą, w zeszłym semestrze przez pół semestru pisał w domu z uczniami jeden esej. Uczniowie pisali w interwałach dwutygodniowych na ten sam temat a Kuba im to trzy razy poprawiał aż będzie strukturalnie dobry i merytorycznie przekonujący.

Nie ma dla mnie wątpliwości, że forma i rola pracy domowej powinna ulec zmianie. Tradycyjny, nastawiony na mechaniczne wykonywanie losowych często zadań, sposób jej zadawania się przeżył. Często też jest powodem frustracji rodziców, którzy pracę odrabiają razem z uczniami, co w zasadzie czyni pracę domową… pracą rodzinną. Od jakiegoś czasu propaguję w swojej szkole termin „praca indywidualna”, żeby podkreślić właśnie, że zależy mi na samodzielnej pracy ucznia. Musi on jednak wiedzieć, że przychodząc do mnie nie musi się bać, ma prawo do błędów, do poszukiwania. Nie ma natomiast prawa do bylejakości, oszukiwania i wyręczania się innymi.

Staram się zadawać pracę z sensem.