Post po raz pierwszy pojawił się w serwisie doklasy.pl

5 pytań o daty

W ubiegłą sobotę byłem gościem Dzień Dobry TVN. Zostałem tam przepytany przez Kingę Rusin i Piotra Kraśkę na temat nowej podstawy programowej w liceum. W pewnym momencie redaktor Kraśko zapytał, jak to możliwe, że niektórzy politycy nie znają takich podstawowych dat jak 1863 - wybuch powstania styczniowego. Kto chce, może zobaczyć, jak potoczyła się dalej rozmowa. Ja tymczasem, inaczej niż zwykle, chciałbym się skupić na samych datach.

Skąd bierze się przeświadczenie, że  uczeń ma znać tę a nie inną? Są daty - powiedzmy - klasyczne: 1410, 1492, 966, 1054 (tak?), 1076 (na pewno?) 476 (to na pewno!), 1939 (nawet dzienne!)... itd. Myślę, że dość szybko doszedłbym do setki jakoś nie wkładając w to wielkiego wysiłku. Może więc warto zastanowić się nad kryterium wyboru dat istotnych i ważnych przed zaprezentowaniem ich uczniom

Oto pięć pytań, które sobie zadaję ZANIM napiszę konkretną datę na tablicy i wyślę uczniom sygnał, że powinni ją znać:

  • Czy sam znam tę datę?

Nie oszukujmy się. Wiele dat mam w podręcznikach, na slajdach czy w notatkach. Wiem, że się ich uczyłem, więc dlaczego moi uczniowie mają ich nie znać. Sejm Niemy 1717? Bach do zeszytu! Niech się uczą! Nałóżmy sobie pierwszy filtr: nie znam ja, nie muszę jej znać uczniowie.

 

  • Czy można tę datę wprowadzić inaczej?

Zapisywanie dat rocznych często wiąże się z tym, że opowieść o przeszłości opieramy na osi czasu. Ale może niekiedy wystarczy, żeby nasi uczniowie wiedzieli, że coś się zdarzyło “w czasach saskich” albo “w pierwszej połowie XVIII wieku”? Czy naprawdę jest takie ważne, że coś się wydarzyło rok wcześniej czy później? Także… litości po raz drugi. Czasami data podana “około” też jest poprawna.

 

  • Czy tej daty nie można skojarzyć z inną - ważniejszą?

Zawsze starałem się nie wprowadzać więcej dat niż trzy na lekcji. Cieszyłem się jak była jedna albo wcale.  Uczniowie nie powinni kojarzyć naszego przedmiotu wyłącznie z liczbami. Poza tym natłok dat może przesłonić to, co najważniejsze, a więc omawiane na zajęciach problemy.

Pomyślmy… skoro 1410 to data, którą znamy wszyscy, to przecież możemy z tego łatwo skorzystać.  Czy naprawdę trzeba pisać na tablicy kolejne: 1411, 1413, 1434… Nie wystarczy odwołać się do tej najważniejszej i po prostu wskazać, że niedługo po Grunwaldzie podpisano unię Horodelską, a to wileńsko-radomską - jeszcze przed Grunwaldem?

  • Czy wstyd tej daty nie znać?

Tu wracamy do redaktora Kraśki. Jego zdaniem każdy Polak powinien znać datę powstania styczniowego. A niby dlaczego? Czy człowieka, który będzie pamiętał tylko, że to II połowa XIX wieku wyślemy za karę do szkoły? Nawet ten Grunwald nie jest, jak się dobrze zastanowimy, taki ważny. Początek XV wieku, za panowania Władysława Jagiełły… wystarczy. Zapytajmy się naszych kolegów chemików, matematyków czy znają datę Potopu szwedzkiego? I co znają? Bo założę się, że nie. A na pewno znali. A może warto znać wiek? Albo jakieś inne odniesienie chronologiczne (czy Potop był przed, czy po panowaniu Władysława Jagiełły?). Jeśli komuś to pytanie wydaje się naiwne, to zachęcam, żeby je ponownie zadać w pokoju nauczycielskim. Może się okazać, że nie tylko uczniowie nie zawsze potrafią na nie odpowiedzieć.

  • Czy tę datę mam w moim planie rocznym?

Bardzo wszystkich namawiam do zrobienia sobie przeglądu dat, które Waszym zdaniem są najważniejsze i bezwzględnie powinny się znaleźć w głowie ucznia. Jeśli ustalimy jakąś zdrową porcję na rocznik ( ich liczba powinna zależeć od poziomu klasy) będzie nam łatwiej odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto jej wymagać od uczniów, czy jednak nie.

Krótko mówiąc apeluję, żebyśmy nie zabijali naszego przedmiotu datami. Szkielet chronologiczny jest istotny, ale tworzą go nie same daty, tylko zależności pomiędzy wydarzeniami. Skupmy się na nich.

Podobne (chyba)