W ubiegłą sobotę byłem gościem Dzień Dobry TVN. Zostałem tam przepytany przez Kingę Rusin i Piotra Kraśkę na temat nowej podstawy programowej w liceum. W pewnym momencie redaktor Kraśko zapytał, jak to możliwe, że niektórzy politycy nie znają takich podstawowych dat jak 1863 - wybuch powstania styczniowego. Kto chce, może zobaczyć, jak potoczyła się dalej rozmowa. Ja tymczasem, inaczej niż zwykle, chciałbym się skupić na samych datach.

Skąd bierze się przeświadczenie, że  uczeń ma znać tę a nie inną? Są daty - powiedzmy - klasyczne: 1410, 1492, 966, 1054 (tak?), 1076 (na pewno?) 476 (to na pewno!), 1939 (nawet dzienne!)... itd. Myślę, że dość szybko doszedłbym do setki jakoś nie wkładając w to wielkiego wysiłku. Może więc warto zastanowić się nad kryterium wyboru dat istotnych i ważnych przed zaprezentowaniem ich uczniom

Oto pięć pytań, które sobie zadaję ZANIM napiszę konkretną datę na tablicy i wyślę uczniom sygnał, że powinni ją znać: Czytaj dalej... "5 pytań o daty"

Martin Leipach jest moim kolegą od kilku lat. Spotykamy się często dzięki różnym projektom międzynarodowym. Kiedy nie rozmawiamy o historii to gadamy o piłce. Martin to otwarty i bardzo szczery nauczyciel, z którym nie ma problemów poruszać trudnych tematów.

Martin możesz krótko powiedzieć gdzie i kogo uczysz?

Uczę w jednym z gimnazjów we Frankfurcie, mam więc do czynienia z dziećmi od 5 do 12 klasy.  Dzieci w 5 klasie mają 11 lat. Obecnie mam lekcje głównie w klasie 7 i 11. Uczę  tylko na część etatu, gdyż jestem również zatrudniony w szkole pedagogicznej, gdzie przygotowuje do zawodu nauczycieli. Uczę również matematyki, która jest moją drugą specjalizacją.

To częste zjawisko w Niemczech, że nauczyciel łączy właśnie te dwa, wydawałoby się odległe przedmioty?

Czytaj dalej... "O Gdańsku, Breslau, Danzig i Wrocławiu – rozmowa z Martinem Leipach"

Publikacja materiałów związanych z działalnością ugrupowań skrajnie nacjonalistycznych w Polsce nie może pozostać przez nas niezauważona. Nauczyciel historii, którego obowiązkiem jest tłumaczenie historycznych kontekstów współczesnych wydarzeń, moim zdaniem, powinien „nacisnąć pauzę” w realizacji swojego rozkładu materiału i poświęcić choć 45 minut, żeby porozmawiać z uczniami o tym materiale. Nie jest to zresztą działanie niezgodne z Podstawą programową. Mamy więc nie tylko moralny, ale i formalny obowiązek wskazać, skąd się bierze i do czego prowadzi ideologia oparta na szowinistycznym nacjonalizmie.

Długo zastanawiałem się w jaki sposób przygotować się do zajęć. Nie mogłem przecież omówić całego zagadnienia. To byłoby zbyt sztuczne. Zależało mi zresztą na tym, by uczniów postawić w pewnej konkretnej sytuacji i omówić związany z nią problem moralny. Postanowiłem nie iść w stronę kaznodziejstwa, nie chciałem przytaczać liczb, epatować zdjęciami masowych morderstw czy mówić, że „nazizm i antysemityzm są złe”. Czytaj dalej... "Nazizm. Co można (było) zrobić"