Rocznica odzyskania niepodległości to jeden z tych dni w roku szkolnym, kiedy nauczyciel historii wychodzi na pierwszy plan i otrzymuje misję “przygotowanie czegoś”. Klasyczne apele zachowały się pewnie jeszcze w wielu szkołach. Przyznam, że nigdy nie byłem zwolennikiem tego typu wydarzeń. Zarówno jako uczeń, jak i jako nauczyciel. Dlatego w czasach, kiedy pracowaliśmy w jednej szkole razem z Kubą, próbowaliśmy zwykle na tę okazję przygotować coś nowego, czego ani uczniowie, ani nauczyciele się nie spodziewali.

Odzyskanie niepodległości przez Polskę to proces trudny, skomplikowany i przede wszystkim niejednowymiarowy (a więc złożony nie tylko z sukcesów, ale także ze zdarzeń mniej i bardziej niepomyślnych). Z kolei data święta niepodległości ma w zasadzie charakter symboliczny - niełatwo zatem zbudować opowieść o tym procesie jedynie wokół wydarzeń, do których doszło 11 listopada 1918 roku.   Podczas jednego z rocznicowych spotkań wykorzystaliśmy zatem razem z Kubą  pomysł, który podpatrzyłem na jakimś międzynarodowym warsztacie organizowanym przez Euroclio. Na pierwszy rzut oka wydaje się nieco dziwny, trochę archaiczny a może nawet po prostu nudny. Ale zadziałał. Polega on na czytaniu przez uczniów źródeł na głos dla wszystkich zgromadzonych. Sztuka polega na tym, by dobrać źródła nie tylko odpowiednie dla wieku uczniów, lecz także ciekawe, mocne, by nie rzec … dramatyczne. Czytaj dalej... "Na 11 listopada"

Zaczynamy nowy typ wpisów. Otwieramy nasze “Archiwum D(oklasy)”. Uzbieraliśmy już dobrze ponad 50 notek i czas na coś innego. Czytelnicy naszego bloga zauważyli już pewnie, że szczególnie lubimy eksperymentować z materiałami spoza podręczników, a więc ze źródłami, które nie są powszechnie wykorzystywane i całkiem ograne.  Ostatni wpis Kuby został oparty o mało znane przedstawienie wykładu uniwersyteckiego z Bolonii, wcześniej pisałem o swojej lekcji na podstawie dokumentów przyniesionych przez jedną z moich uczennic a w jednej z pierwszych naszych notek opisaliśmy lekcję opartą na rękopisie, na którym widać ślady łapek kota.

Krótko mówiąc lubimy zaskoczyć ucznia, postawić go w sytuacji, w której będzie musiał naprawdę rozwiązać jakiś problem. Umiejętność poradzenia sobie w takiej sytuacji jest - naszym zdaniem - ważna  również poza salą do historii.

Dlatego od tej pory będziemy również publikować  takie źródła bez szerszego opisu naszych pomysłów na ich wykorzystanie Jeśli będą to źródła prezentowane za pomocą pliku graficznego (a coś mi mówi, że tak właśnie będzie najczęściej), to będziemy je umieszczać na naszej tablicy w serwisie Pinterest .

Na dobry początek źródło, które przypadkiem znalazło się w moich zbiorach: proste ogłoszenie zawierające ciekawą treść no i zagadkę. O kogo chodzi? Gdzie to się dzieje?*

Zapraszamy więc do współpracy każdego, kto posiada ciekawe źródło, które może przydać się innym na lekcji. Najważniejsze cechy takiego źródła to:

  • świeżość, czyli materiał, który jest nieznany, niepublikowany w podręcznikach, zeszytach ćwiczeń czy repetytoriach;
  • związek (choćby luźny) z nauczanymi treściami w polskiej szkol;
  • zagadka ukryta w materiale: nie może on być oczywisty, powinien inspirować do zadania jakiegoś pytania i prowadzić do odkrycia czegoś nowego.,

* tu link, dzięki któremu możemy prawdopodobnie rozwiązać zagadkę

Nie planowałem tej lekcji w taki sposób, jaki jest tu opisany. Tak wyszło. Miałem na nią dość ogólny pomysł polegający na tym, żeby wokół kilku dokumentów „z PRL” przyniesionych przez moją uczennicę zbudować 45-minutowe rozważania o tamtym okresie. Teraz już wiem, że ten pomysł  – z drobnymi poprawkami – na stałe wejdzie do “mojego repertuaru”.

Pomysł był w skrócie taki:

  • Zeskanować dokumenty,
  • Rozdać uczniom,
  • Wyciągnąć wnioski z każdego z nich,
  • Wyobrazić sobie, że mamy wspólnie pracować nad biografią (a raczej jej fragmentami) byłego właściciela tych dokumentów,
  • Zadać pytania na temat tego, co jest jeszcze do odkrycia,
  • Sformułować wnioski dotyczące pracy historyka w oparciu o niekompletne źródła.

Przyniesione przez ucznia dokumenty wydały mi się o tyle ciekawe, że pochodziły z różnych okresów Polski Ludowej i pokazywały specyficzny koloryt tych czasów. Były wśród nich niezrozumiałe dla młodej osoby: zezwolenia, przydziały, odmowy, przepustki, z których jednak nie wszystkie dotyczyły bezpośrednio dziadka mojej uczennicy.  Część z nich związana była z jego znajomymi, inne - z członkami rodziny.  W efekcie pozwalały stawiać  różne hipotezy i pytania.  Mówiły o bohaterze lekcji dużo, ale nie za dużo. Można więc było poczuć niedosyt informacji i zaplanować dalsze poszukiwania. Czytaj dalej... "Od PRL do Powstania Warszawskiego"