Post po raz pierwszy pojawił się w serwisie doklasy.pl

Brunatne znaki zapytania

Kuba nie lubi, kiedy piszę o rzeczach aktualnych i politycznych. Uważa, że powinniśmy się zająć na tym blogu sprawami czysto dydaktycznymi lub związanymi z codzienną pracą nauczyciela. Co zrobić jednak, kiedy historia - także ta, którą mamy w swoich programach - wyłazi z radiowych głośników czy telewizyjnych ekranów. Udawać, że się nic dzieje, że to tylko polityka, że aktualnymi rzeczami się możemy zająć na WOS?

Dwie bramy, dwa wieki, dwa marsze, jedno miasto

Gdański marsz Obozu Narodowo-Radykalnego zrobił na mnie - osobie, która tam intelektualnie dorastała - ogromne wrażenie. Zdjęcie młodych ludzi, równo ustawionych z zielonymi i biało-czerwonymi flagami naprzeciwko ratusza ściska mnie za gardło. Tam często chodzą dzieci z rodzicami, jemy tam lody, słuchamy lekko fałszujących gitarowych artystów, robimy sobie zdjęcia.
Taki sprawny, zorganizowany krok w tym miejscu słyszano już w roku ….No właśnie.

Zastanawiam się głośno, czy jako nauczyciel historii powinienem powiedzieć, że mi się to nie podoba, że nie chcę i protestuję? A może lepiej, w zależności od wieku uczniów w klasie, pokusić się o lekcję, która w jakiś sposób nawiąże do gdańskiej imprezy i da się wypowiedzieć młodym ludziom? Może więc lepiej spokojniej, bardziej subtelnie?

Zadaję te pytania sobie, bo wiem, że gdzieś powinna być granica między tym co “debatowalne” a tym, co wymaga nazwania i napiętnowania przez nas, nauczycieli historii.

Na tej stronie często prezentujemy materiały, które namawiają do tego, by omawiane wydarzenia pokazywać z więcej niż jednej perspektywy. Nie ograniczać się, nawet na lekcjach dla najmłodszych, do prostego “zły-dobry” czy “biały-czarny”. Nie uczymy przecież bajek, w których wilk jest zły i zawsze spotyka go zasłużonych kara. Uczymy świata, który jest skomplikowany i często jest to nie do zniesienia. To “niedozniesienie” nie bierze się znikąd.“Uczymy się historii, by nie robić błędów naszych przodków”. Troszkę to bzdura, skoro ucząc się historii wciąż popełniamy te same błędy. Może zamiast wkładać uczniom do głowy takie banały lepiej wrócić do tego, co stało się w Gdańsku i pogadać z uczniami. Tym razem nie będę ukrywał, że się z tym fundamentalnie nie zgadzam. Powiem, że potępiam nacjonalizm, szowinizm, taki rodzaj demonstrowania patriotyzmu, nie zgadzam się na używania sali BHP w Gdańsku dla takich celów. Powiem też, że zdaję sobie sprawę, że wśród uczniów lub ich znajomych, a już na pewno wśród znajomych ich znajomych są tacy, którzy nie widzą w tym marszu nic złego a może chętnie by na niego poszli. I zadam im takie pytania:

  • Dlaczego ci młodzi uważają, że to najlepszy sposób na bycie Polakiem?
  • Dlaczego ten ruch przeraża tak wielu ludzi?
  • Dlaczego ONR nie wstydzi się tego, że ich poprzednicy przed II wojną światową tworzyli getta ławkowe a w swoich gazetach pisali takie rzeczy:

  • Czego uczy nas takie zdjęcie?


… albo to?

  • Czy mogę współczesny ONR porównywać do nazizmu?

Wiem, że można mi zarzucić naiwność, że trudno teraz robić taką lekcję, bo program, że nie powinniśmy ze szkoły robić sceny do politycznych dyskusji. Wiem, że niektóre z tych pytań są trudne. Czasami będę je musiał uprościć.

Moim zdaniem tym razem - w tej konkretnej sytuacji powinniśmy jednak wyrazić konkretne zdanie. Program nauczania jest mniej ważny, kiedy historia nam się dzieje za oknami ( wyobraźmy sobie fizyka, który nie idzie z dziećmi na zaćmienie słońca tylko dlatego, że w tym czasie musi zrobić kolejne prawo Newtona).

Powtórzę: historia nam się dzieje, nie każmy uczniom szukać odpowiedzi na ich pytania na YouTube. Przydajmy się do czegoś. Teraz.

 

Podobne (chyba)