Przed rokiem proponowaliśmy, żeby zajęcia z okazji Święta Niepodległości poświęcić zamachowi na Gabriela Narutowicza. Chcieliśmy pokazać, jak krucha jest granica pomiędzy agresją słowną, a agresją fizyczną mogącą prowadzić do tragedii. W tym roku obchodzimy setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Okoliczność ta zachęca do celebrowania tegorocznego święta na różne sposoby. Może też być okazją do  do postawienia pytań o to, czym jest dla nas niepodległość dzisiaj i jak dziś rozumieć polskość?

W natłoku obchodów odwołujących się chętnie do symboliki wojskowej i dziejów politycznych (na pewno w tym konkretnym wypadku ważnych) chciałbym z okazji stulecia odzyskania niepodległości przywołać tekst, który - choć napisany w 1944 roku - porusza nadal aktualne problemy złożonych tożsamości. Mianowicie fragment utworu (manifestu?) Juliana Tuwima My Żydzi polscy. Tuwim napisał go w sierpniu 1944 roku na emigracji w Londynie przede wszystkim w akcie solidarności z ginącym narodem żydowskim. Całość miejscami bardzo poetyckiego, a miejscami wręcz publicystycznego tekstu jest próbą zmierzenia się z własną tożsamością jako Polaka i Żyda jednocześnie. I to właśnie kwestia złożonych tożsamości czyni ten tekst atrakcyjnym materiałem na lekcje przeprowadzone w związku z polskim narodowym Świętem Niepodległości.

Opisane zajęcia zostały opracowane z myślą o wiedzy o społeczeństwie i godzinie wychowawczej, ale nadają się także na lekcje historii. Dla skupienia uwagi klasy po wejściu do sali zdarza mi się bez żadnych wstępów i zapowiedzi zacytować spory fragment z Lokomotywy. Zaczynam więc od chwili wygłupów udając ospałą maszynę, która rusza po szynach. Taki początek jest skutecznym przejściem od czasu przerwy do czasu lekcji. Pozwala też zakorzenić postać bohatera lekcji w znanym większości (wszystkim?) uczniom wierszu dla dzieci.

Po tym wstępie zapowiadam, że dzisiaj przyjrzymy się innemu utworowi Juliana Tuwima, ale żeby to zrobić trzeba lepiej poznać autora i okres w którym żył. Krótko wprowadzam więc informacje o autorze podkreślając jego pozycję wśród poetów polskich okresu dwudziestolecia. To pozwala mi też przypomnieć niektóre cechy przedwojennego społeczeństwa polskiego (jakie były mniejszości i jaka była wobec nich polityka władz) i jego problemy. Następnie daję uczniom czas na swobodną lekturę fragmentu tekstu.

MY, ŻYDZI POLSCY...

Matce w Polsce lub najukochańszemu Jej cieniowi.

...I od razu słyszę pytanie: "Skąd to MY?" Pytanie w pewnym stopniu uzasadnione. Zadają mi je Żydzi, którym zawsze tłumaczyłem, że jestem Polakiem, a teraz zadadzą mi je Polacy, dla których w znakomitej większości jestem i będę Żydem. Oto odpowiedź dla jednych i drugich.

Jestem Polakiem, bo mi się tak podoba. To moja ściśle prywatna sprawa, z której nikomu nie mam zamiaru zdawać relacji, ani wyjaśniać jej, tłumaczyć, uzasadniać. Nie dzielę Polaków na "rodowitych" i "nierodowitych", pozostawiając to rodowitym i nierodowitym rasistom, rodzimym i nierodzimym hitlerowcom. Dzielę Polaków jak Żydów i jak inne narody, na mądrych i głupich, uczciwych i złodziei, inteligentnych i tępych, interesujących i nudnych, krzywdzonych i krzywdzących, gentlemenów i nie-gentlemenów itd. Dzielę też Polaków na faszystów i kontrfaszystów. Te dwa obozy nie są, oczywiście, Jednolite, każdy z nich mieni się odcieniami barw o rozmaitym zgęszczeniu. Ale linia podziału na pewno istnieje, a wkrótce da się całkiem wyraźnie przeprowadzić. Odcienie zostaną odcieniami, lecz barwa samej linii zjaskrawieje i pogłębi się w zdecydowany sposób.

Mógłbym powiedzieć, że w płaszczyźnie politycznej dzielę Polaków na antysemitów i antyfaszystów. Bo faszyzm to zawsze antysemityzm. Antysemityzm jest międzynarodowym językiem faszystów.

Gdyby jednak przyszło do uzasadnienia swej narodowości, a raczej narodowego poczucia, to jestem Polakiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodów przeważnie racjonalnych, częściowo irracjonalnych, ale bez "mistycznej" przyprawy. Być Polakiem - to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. To samo jest z oddychaniem. Nie spotkałem jeszcze człowieka, który jest dumny z tego, że oddycha.

Polak - bo się w Polsce urodziłem, wzrosłem, wychowałem, nauczyłem, bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy, bo z wygnania chcę koniecznie wrócić do Polski, choćby mi gdzie indziej rajskie rozkosze zapewniono.

Polak - bo dla czułego przesądu, którego żadną racją ani logiką nie potrafię wytłumaczyć, pragnę, aby mnie po śmierci wchłonęła i wessała ziemia polska, nie żadna inna.

Polak - bo mi tak w domu rodzicielskim po polsku powiedziano; bo mnie tam polską mową od niemowlęctwa karmiono; bo mnie matka nauczyła polskich wierszy i piosenek; bo gdy przyszedł pierwszy wstrząs poezji, to wyładował się polskimi słowami; bo to, co w życiu stało się najważniejsze - twórczość poetycka - jest nie do pomyślenia w żadnym innym języku, choćbym nim jak najbieglej mówił.

Polak - bo po polsku spowiadałem się z niepokojów pierwszej miłości i po polsku bełkotałem o Jej szczęściu i burzach.

Polak dlatego także, że brzoza i wierzba są mi bliższe niż palma i cytrus, a Mickiewicz i Chopin drożsi, niż Szekspir i Beethoven. Drożsi dla powodów, których znowu żadną racją nie potrafię uzasadnić.

Polak - bo przejąłem od Polaków pewną ilość ich wad narodowych. Polak - bo moja nienawiść dla faszystów polskich Jest większa, niż faszystów innych narodowości. I uważam to za bardzo poważną cechę mojej polskości.

Ale przede wszystkim - Polak dlatego, że mi się tak podoba.

A. Skotnicki, W. Klimczak, Społeczność żydowska w Polsce. Zwyczaje i udział w walce o niepodległość. Dwa oblicza krakowskich Żydów, Warszawa 2006, s. 99-100.
Portret Juliana Tuwima autorstwa Stanisława Ignacego Witkiewicza

W trakcie tej lektury wyświetlam na rzutniku (można też zapisać na tablicy) trzy pytania, nad którymi uczniowie mają się zastanowić.

  1. Kto jest adresatem tekstu i dlaczego tekst powstał?
  2. Jaka jest tożsamość narodowa autora i co o niej przesądza?
  3. Jakie myśli wyrażone w tym tekście są dziś aktualne i dlaczego?

Omawiając pierwsze z pytań, zwracamy uwagę na nawiązania do trwającej w czasie pisania utworu wojny. Autor często posługuje się kategoriami, których właściwe znaczenie można zrozumieć dopiero wtedy, kiedy uwzględni się datę powstania utworu. Określenia takie jak “rodzimi hitlerowcy” czy “polski faszysta” pozwalają postawić pytanie o to, kogo autor ma na myśli skoro równocześnie trwa w Warszawie powstanie antyhitlerowskie. Staram się tak poprowadzić rozmowę, żeby ustalić możliwe/prawdopodobne przyczyny, dla których Tuwim napisał tekst. W tym kontekście niezbędne jest ustalenie, kto jest jego adresatem. Wskazać tutaj wypada zarówno Polaków, jak i Żydów, bo obu tym grupom autor musi stale tłumaczyć swoją złożoną tożsamość.

Drugie z pytań ma charakter najbardziej szkolny. Tekst bowiem daje na nie wyraźną odpowiedź: “jestem Polakiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodów”. W różny sposób Tuwim uzasadnia przyczyny swojego poczucia bycia Polakiem (np. “bo po polsku spowiadam się z niepokojów pierwszej miłości”, “brzoza i wierzba są mi  bliższe niż palma i cytrus, a Mickiewicz i Chopin droższy niż Szekspir i Beethoven”). Przede wszystkim zaś w cytowanym fragmencie mówi, że jest Polakiem, bo tak mu się podoba.

I to ostatnie stwierdzenie staje się punktem wyjścia do zastanowienia nad tym, co przesądza o tym, że ktoś jest Polakiem. Stanowi ona też płynne przejście do kluczowego elementu zajęć, którym jest dyskusja na temat tego, co w omawianym utworze jest aktualne (a co nie). Nie ma tutaj jednego jasnego wzoru na to, w którym kierunku pójdą wskazania uczniów. Wiele zależy od lokalnych uwarunkowań i codziennych doświadczeń. W mojej szkole, w której uczy się wiele osób o różnych, czasem bardzo złożonych tożsamościach, tekst Tuwima wzbudza bardzo pozytywne reakcje i żywe dyskusje. Wielu uczniów odnajduje w nim jakoś siebie, nawet jeśli ich odpowiedź na pytanie o tożsamość narodową jest inna niż autora Kwiatów Polskich.

Reprezentacja Polski w piłce nożnej na IO w Paryżu 1924. Fot. Muzeum Sportu i Turystyki

Ale warto stawiać pytania o tożsamość narodową także w tak jednorodnym etnicznie społeczeństwie, jakim ciągle (choć coraz mniej) jest współczesna Polska. Warto pokazywać przykłady złożonych tożsamości z przeszłości. Warto o tym dyskutować z uczniami. Przede wszystkim dlatego, żeby nie było chętnych do świętowania 100, 101, 102, 130 i 500 rocznicy odzyskania niepodległości pod hasłem “Polska dla Polaków”. To powinien być jeden ze stałych celów naszej pracy w szkole. Po to wchodzę codziennie do klasy.

Rozpoczynamy cykl wpisów Anny Skiendziel*, nauczycielki historii z Zabrza. Pomyśleliśmy sobie, że czas wyjść ze swojego grona i zobaczyć co słychać w innych klasach. Ania obiecała, że będzie pisać dla nas co najmniej raz w miesiącu.

Lekcje historii  dzielę na trzy kategorie

Kategoria I - te, które uwielbiam i mogłabym o nich mówić godzinami..

Kategoria II - takie, które najchętniej bym przemilczała, dlatego jestem do tych lekcji przygotowana na 200%.

Kategoria III  - te pośrodku, które w zależności od dnia, przybierają różne barwy.

Temat: „Powstanie Stanów Zjednoczonych” należy do ostatniej. Wiedziałam, że nadchodzi ciężki dzień i do tych tematów trzeba się przygotować. Jednak mając lekcje od rana do późnego popołudnia, trudno przewidzieć moment spadku formy. Poza tym zaplanowana lekcja miała się odbyć o godzinie 15.00, a tu dodatkowe zastępstwo godzinę wcześniej z tą samą klasą, równie zmęczoną, zaczynającą dzień treningami.

Wcześniej pochyliłyśmy się nad rewolucją francuską, a dokładniej okresem republiki. To nie jest łatwy temat, wymagający koncentracji, skupienia. Widziałam zmęczenie u uczennic. Świadomość, że po 5 minutach przerwy miałabym realizować temat o powstaniu Stanów Zjednoczonych i wymagać od nich ponownie koncentracji, sprawiła, że w mojej głowie szybko zakiełkowała pewna myśl.

A gdyby zrobić serię reportaży na żywo z Ameryki?

Uczennice to klasa sportowa, piłka nożna dziewcząt. Świetna ekipa. Dobrze zorganizowana, rewelacyjna w pracy grupowej. Wielokrotnie ćwiczyłyśmy na historii analizy, dramę, dlatego wiedziałam, że to się musi udać.

Postawiłam sobie następujące cele lekcji: poznanie przyczyn i skutków powstania Stanów Zjednoczonych; poznanie pojęć: ustawa stemplowa, bostońskie picie herbaty; zwrócenie uwagi na okoliczności uchwalenia Deklaracji Niepodległości; przedstawienie dokonań Jerzego Waszyngtona, Kazimierza Pułaskiego, Tadeusza Kościuszki; polityka Wielkiej Brytanii wobec kolonii w Ameryce (traktowanie kolonii amerykańskich przez brytyjską metropolię jako źródła surowców, podatków i rynku zbytu; uchwalenie ustawy stemplowej, monopolizacja przez Brytyjczyków sprzedaży towarów w koloniach; zakaz rozwijania manufaktur i przemysłu w koloniach). Tradycyjnie – jak na 90% lekcji – analiza mapy.poznanie przyczyn i skutków powstania Stanów Zjednoczonych; poznanie pojęć: ustawa stemplowa, bostońskie picie herbaty; zwrócenie uwagi na okoliczności uchwalenia Deklaracji Niepodległości; przedstawienie dokonań Jerzego Waszyngtona, Kazimierza Pułaskiego, Tadeusza Kościuszki)  i polityce Wielkiej Brytanii wobec kolonii w Ameryce (traktowanie kolonii amerykańskich przez brytyjską metropolię jako źródła surowców, podatków i rynku zbytu; uchwalenie ustawy stemplowej, monopolizacja przez Brytyjczyków sprzedaży towarów w koloniach; zakaz rozwijania manufaktur i przemysłu w koloniach). Tradycyjnie – jak na 90% lekcji – analiza mapy.

Następnie klasa została podzielona na pięć grup 3–4 osobowych. Każda z nich wylosowała jeden z reportaży:

  • Bostońskie picie herbaty
  • Nasza niepodległość staje się faktem!
  • Śmierć Pułaskiego
  • Kościuszko laureatem Cyncynata
  • Mamy Prezydenta!

Zadanie było proste. Każda z grup musiała się wcielić w rolę reportera, który w ostatniej chwili dostał zadanie i za 10 minut musi zrelacjonować na wizji, co się właśnie wydarzyło.

Telewizja „3n the best” jest bardzo wymagająca a miliony widzów zasiadają wieczorem do obejrzenia najbardziej rzetelnych w kraju informacji. I tym razem reporterzy nie mogą zawieść.

Uczennice mogły korzystać z podręcznika, wszelkich opracowań, jakie znajdowały się w pracowni oraz z internetu. Przygotowywany reportaż miał być krótki, ale treściwy.

Oczywiście z każdą z grup omówiłam dokładnie, co miało się znaleźć w ich pracach i w razie pytań, byłam do dyspozycji. Dla przykładu w relacji na temat „Nasza niepodległość staje się faktem!” - musiała pojawić się data przyjęcia Deklaracji Niepodległości, nazwiska twórców, omówienie jej treści, okoliczności podpisania.

Uczennice spisały się na medal, zadbały o najmniejsze szczegóły, w jednym z reportaży zainscenizowały nawet wywiad z Jerzym Waszyngtonem. A na wszystko miały tylko trochę ponad 10 minut.

Reportaże przedstawiane były chronologicznie. Każda z grup miała dowolność w wyborze miejsca w klasie. Relacji dokonywać mogła jedna osoba, ale ktoś inny mógł wcielić się w historyczną postać, ktoś inny mógł udawać kamerzystę, dźwiękowca itd.

Rozpoczęłyśmy od “bostońskiego picia herbaty”. Uczennica wcielająca się w rolę dziennikarki, relacjonowała wydarzenia, do jakich doszło chwilę wcześniej w Bostonie. Sytuacja była nerwowa, nie wiadomo, czy w mieście nie dojdzie do jakiś zamieszek. Wyczuć można było w jej głosie ten element niepokoju, gdy na końcu zapytała “Co dalej się wydarzy?”

Kolejny reportaż dotyczył Deklaracji Niepodległości - radosny, pełen optymizmu, zwiastujący zmiany. Jako widz poczułam, że właśnie wydarzyło się coś ważnego, ale też że nie ma już odwrotu. Padły konkretne nazwiska twórców: Thomas Jefferson, John Adams, Benjamin Franklin oraz stwierdzenie, że ten dzień przejdzie do historii i będzie się o nim pamiętać.

Nie mogło zabraknąć na koniec mojego stwierdzenia, że 4 lipca to dla Amerykanów Dzień Niepodległości a twórcy Deklaracji - J. Adams i T. Jefferson - zostali prezydentami Stanów Zjednoczonych.

Następne dwa reportaże dotyczyły wkładu Polaków w wojnie o niepodległość, czyli Kazimierza Pułaskiego i Tadeusza Kościuszkę. Przedstawienie obydwu postaci na tle konkretnych wydarzeń, pozwoliło na krótką prezentację przebiegu konfliktu: Kościuszko, fortyfikator, który przyczynił się do zwycięstwa pod Saratogą, Pułaski “ojciec amerykańskiej kawalerii”, który zginął pod Savannah. Wspomnienie o Orderze Cyncyta pozwoliło na komentarz, iż Amerykanie wzorowali się na republikańskim Rzymie. Uczennice przy jednym z reportaży użyły efektu dźwiękowego, rozpoczynającego popularny wieczorny serwis informacyjny.

Na koniec reportaż na temat uchwalenia pierwszej na świecie konstytucji jako ustawy zasadniczej i wybór Jerzego Waszyngtona na pierwszego prezydenta. Ten występ był najbardziej kreatywny, gdyż oprócz żywiołowej dziennikarki, pojawił się kamerzysta i postać Jerzego Waszyngtona, z którym przeprowadzono krótki wywiad.

Na koniec został nam jeszcze czas na podsumowanie tematu, czyli słynną rekapitulację pierwotną. Choć po każdym reportażu dodawałam dwa zdania komentarza i informacji zwrotnej, by na świeżo i na bieżąco niwelować ewentualne błędy.

15.45    – ja z energią i uśmiechem zakończyłam ten dzień. Myślę, że uczennice też.

Co zostało przećwiczone: praca w grupie (jedna z podstawowych umiejętności miękkich, porozumienie, komunikacja, sprawny podział zadań w grupie), krótka forma (umiejętność krótkiej wypowiedzi i zawarcia w niej istotnych informacji), praca pod presją czasu (tylko 10 minut na przygotowanie a trzeba było przeanalizować materiał i wybrać z niego to, co istotne i czego oczekiwać by mogli potencjalni widzowie), wystąpienie publiczne (efekty pracy trzeba było przedstawić na środku ze świadomością obserwowania przez resztę klasy), kreatywność (oprócz stwierdzenia, że będzie to tzw. wejście na żywo, nie została narzucona żadna inna forma przedstawienia reportażu).

Scenariusz postanowiłam przetestować z inną trzecią klasą,  mającą większe opory z pracą w grupie i wystąpieniami publicznymi. Jednak mimo sceptycznej postawy na początku lekcji, szybko złapali wiatr w żagle i efekty były równie fantastyczne. Przede wszystkim podobała im się forma przedstawienia informacji - reportaż, trochę dramy, zamiast tradycyjnego referowania na środku sali. Stwierdzili, że samo wyjście na środek klasy mniej ich stresowało.

Ania Skiendziel w akji

Anna Skiendziel – absolwentka historii o specjalności nauczycielskiej i studiów podyplomowych z wiedzy o społeczeństwie z integracją europejską. Nauczycielka w szkole podstawowej, gimnazjum i liceum ogólnokształcącym w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 5 w Zabrzu. Członkini Zarządu Fundacji „Projekty edukacyjne”. Instruktorka teatralna. Trenerka wystąpień publicznych i debat oksfordzkich. Kilkunastoletnie doświadczenie w koordynacji projektów edukacyjnych, w tym dotyczących debat oksfordzkich jak: Śląski Turniej Debat Oksfordzkich, Turniej Debat Historycznych IPN, Charytatywny Turniej Debat Oksfordzkich “Debatuj z sercem”. Wieloletnia sędzia debat oksfordzkich na poziomie lokalnym i ogólnopolskim, gimnazjalnym, licealnym i akademickim. Przewodniczka terenowa po województwie śląskim i górska od Beskidu Śląskiego po Bieszczady. Pomysłodawczyni Szlaku kobiet w województwie śląskim i współautorka przewodnika „Jej ślad w historii – szlak kobiet w województwie śląskim. W cieniu Beskidów”. Od lat zajmująca się herstorią. Propagatorka edukacji regionalnej, współautorka innowacji programu nauczania historii z elementami historii Śląska. Ślązaczka z przekonania. Miłośniczka psów, wegetarianka, feministka. Uwielbia uczyć i uczyć się.

Odwoływanie się do książek, filmów czy muzyki bliskiej uczniom to bardzo dobre narzędzie do pracy w czasie lekcji. Ułatwia nam z jednej strony nawiązanie z uczniami kontaktu przez rozmowę o rzeczach, które dobrze znają, z drugiej zaś - tłumaczenie wydarzeń, procesów czy decyzji odwołując się do bliskich im tekstów kultury. Jacek pisał kiedyś o tym na przykładzie Gwiezdnych Wojen.

Wspominał tam między innymi, że cała saga może być pomocna w ukazywaniu, czym są ustroje totalitarne i jakie w nich znaczenie ma posługiwanie się określoną symboliką. Dzisiaj chciałbym rozwinąć jeden aspekt tego zagadnienia, proponując zestawienie przemówienia Hitlera z mową generała Huxa z Przebudzenia Mocy.

W trakcie lekcji poświęconych systemom totalitarnym w stalinowskiej Rosji i nazistowskich Niemczech sporo miejsca poświęcam formom i znaczeniu propagandy. Po rozmowie na temat poglądów Hitlera zawartych w Mein Kampf oraz przyczyn i drogi jego dojścia do władzy zajmujemy się więc analizowaniem materiałów propagandowych z tamtego okresu. Skupiamy się na plakatach i budowaniu za ich pomocą kultu przywódcy. Zwieńczeniem tego wątku jest natomiast analiza przemówienia Hitlera  wygłoszonego 30 sierpnia 1933 roku na zakończenie zjazdu NSDAP.

Przemówienie to zostało nagrane przez Leni Riefenstahl i stało się częścią jednego z najważniejszych filmów propagandowych w dziejach, czyli Triumfu Woli. Moi uczniowie radzą sobie z angielskim na tyle, że oglądam z nimi odpowiedni fragment w wersji z angielskimi napisami. Dostępna wersja polska ma nieco słabszą jakość. Przemówienie jest punktem kulminacyjnym filmu i trwa około 12 minut.  

W trakcie jego oglądania uczniowie mają szukać odpowiedzi na cztery pytania. Po pierwsze chcę, żeby zauważyli do kogo i po co Hitler przemawia, a także krótko streścili, o czym mówi. Po drugie chcę, by wyłapali wszelkie idee i przejawy ideologii nazistowskiej, które poznaliśmy na poprzednich zajęciach (a więc przywiązanie do narodu jako wspólnoty, poszukiwanie wroga, niechęć do innych ras, stawianie na siłę narodu, krytyka starego porządku, dążenie do odbudowy siły państwa itp.). Po trzecie zależy mi, żeby zwrócili uwagę na elementy filmu, które mają służyć budowaniu kultu jednostki (sposób filmowania lekko z dołu, liczne oklaski i przebitki na entuzjastyczne reakcje słuchających, ruch kamery ukazujący zasłuchanych i potakujących współpracowników itp.). Wreszcie na koniec ważny jest sposób przemawiania Hitlera (a więc gesty, modulowanie głosu, wprowadzanie fragmentów spokojniejszych i mocnych, tych drugich więcej w drugiej części mowy, długa pauza przed rozpoczęciem wystąpienia, budowanie napięcia, dawanie czasu na wybrzmienie oklasków itp.). Wydruk z pytaniami dla uczniów dostępny jest tutaj. Omawianie wszystkich tych elementów ma prowadzić do pogłębienia świadomości uczniów na temat sposobów budowanie kultu jednostki w państwach totalitarnych.

Po analizie przemówienia i odpowiedzi na powyższe pytania zapowiadam, że zaprezentuję jeszcze jeden, podobny film, który chciałbym, żeby porównali z tym, co właśnie widzieliśmy.  Odtwarzam wtedy przemówienie generała Huxa z Przebudzenia MocyNiestety nie dysponuję wersją z polskimi podpisami, ale mniej ważna jest teraz dla mnie treść mowy. Ważniejsza jest za to strona formalna, a więc sceneria (wielkie flagi, ustawione szyki, skupieni słuchacze, monumentalne dekoracje). Przede wszystkim zaś zwracam uwagę (zwykle uczniowie sami to dostrzegają) na podobieństwo w sposobie mówienia i przekazywania emocji tak, żeby porwać za sobą tłumy.

Warto zapytać tutaj, dlaczego autorzy gwiezdnej sagi posłużyli się nawiązaniami do przemówień Hitlera i ich oprawy. Moi uczniowie nie mają wątpliwości, że nazizm i stosowana przez jego propagandzistów estetyka stał się wzorem dla przekonującego ukazania ciemnej strony i jako taki był jej synonimem. Mam nadzieję, że Wasi uczniowie też bez trudu to dostrzegą i jasne będzie dla nich utożsamienie ciemnej strony mocy z nazistami.

PS. Na koniec można też puścić uczniom anglojęzyczny film stworzony przez jednego z youtuberów, który zestawia elementy fabuły i scenografii  Gwiezdnych Wojen z elementami ideologii nazistowskiej i jej wizualnymi emanacjami. 

Co jakiś czas można znaleźć w różnych miejscach polecane “fajne filmiki na YT”. Zazwyczaj, nawet jeśli rzeczywiście są fajne, mam kłopot, co z nimi zrobić. Mam ten film przekazać uczniom, mam włączyć go w tok lekcji? Zazwyczaj są to jakieś parominutowe dzieła z muzyką, która inspiruje do ataku lub wzruszenia… - tylko co dalej? Kilkakrotnie na grupie związanej z tym blogiem prosiłem osoby, by poszły o krok dalej i zaproponowały, co z polecanym materiałem zrobić. Poniżej opis mojej lekcji, którą poprowadziłem w klasie czwartej i szóstej (tu z nieco innym celem). W obu przypadkach zasada była taka sama: zobacz film i popracuj w grupie.

Lekcji nadałem tytuł: “Gdzie była Polska?” W trakcie pierwszej części zapowiedziałem, że zgodnie ze swoimi zasadami, będę dbał o to, by nie zapominać rzeczy najważniejszych: choćby takich jak rozwój terytorialny państwa polskiego (oczywiście stosuje tu odpowiednio dostosowany język).

Zanim pokazałem film każdemu z uczniów rozdałem wydrukowany zrzut ekranowy z filmu, które przedstawiało współczesne granice Polski.

Upewniłem się  również, że uczniowie mają dostęp do nożyczek i kleju. Na wydrukowanej kartce umieściłem bowiem nazwy pięciu najważniejszych, historycznych dzielnic Polski. Chcę utrwalać położenie tych dzielnic przy każdej okazji

Razem z uczniami, po stwierdzeniu, że mapa jest współczesna, nakleiliśmy nazwy dzielnic w odpowiednie miejsca.

Następnie każdemu uczniowi (mam małe klasy, można użyć innych rozwiązań) rozdałem inny zrzut ekranu z filmu [plik do pobrania]. Pokazują one dość charakterystyczne momenty w historii państwa i warto, by uczniowie je rozróżniali.

Uczniowie mieli obejrzeć film i znaleźć “swoją” scenę na filmie.Znakiem na to, że scena została prawidłowo znaleziona było wpisanie daty pod filmem Adres filmu uprościłem na wypadek, gdyby zawiodła mnie moja tradycyjna metoda rozsyłania trudnych i zawiłych adresów: http://bit.ly/granicepolski   

Kolejnym zadaniem uczniów było poukładanie poszczególnych map chronologicznie oraz podpisanie na każdej z nich dzielnic historycznych. Aktywność nie zajmuje całej lekcji. Można więc, w zależności od poziomu grupy, dodawać różne elementy: prosić o znalezienie panujących władców lub dynastii (ja to zrobię jako kontynuację lekcji), można też znajdować ważne wydarzenia i wplatać je “między mapy”, można też wydrukować inne mapy historyczne państwa polskiego i próbować zestawić je z wydrukowanymi.

(najlepsza do układania tego typu ciągów jest podłoga lub zestawione ławki).

Dla lubiących korzystanie z tzw. nowych technologii polecam wersję lekcji na komputery (można też ją zadać jako pracę domową). Uczniowie w zasadzie robią to samo. Ale z prezentacją. Muszą ułożyć slajdy po kolei i nanieść nazwy dzielnic na odpowiednie obszary.

Poniżej zamieszczam link do prezentacji w wersji Google i Microsoft. Merytorycznie nie ma większych różnic między wersją analogową i komputerową

PS. Tak, uczniowie lubią filmik z YT. Na tych z granicami zawsze robi na nich wrażenie obszar Rzeczypospolitej Obojga Narodów lub moment, kiedy ona znika. Ten film ma mnóstwo niedociągnięć (zła rozdzielczość, irytująca dla mnie muzyka…), ale przydaje się mocno. Mam nadzieję, że nie będzie to ostatni tekst o filmikach na YT.