Nowy rok przynosi możliwości „rozpoczęcia od nowa”. Można wziąć głęboki oddech, poddać ewaluacji poprzedni rok, zastanowić się, co wyszło, a co nie, i przystąpić do 2018/2019 z kilkoma poprawkami. Oto lista moich 5  postanowień, które spróbuję zastosować.

Nowy rok szkolny 2018/2019

Najpierw poznam uczniów

Przyznam się szczerze, że nie przekonują mnie ciągłe narzekania, że „podstawa jest przeładowana”. Wiem, że jest. Nic na to nie poradzę (piszę o tym niżej). Tak czy inaczej, dwa, trzy pierwsze spotkania poświęcę na zorientowanie się, z kim mam do czynienia. Nawet jeśli to ludzie, których już uczyłem, wakacje mogły poczynić w ich zmieniającym się życiu wiele zmian. Pogadamy, przedstawię ludzkim językiem program, może wykorzystam ubiegłoroczny pomysł Kuby w jednej z klas [czytaj]? Kto wie. Najważniejsze, żeby uczniowie nie odnieśli wrażenia, że wsiedli do jakiegoś Pendolino, który porwał ich nie patrząc nawet, kto kto w nim jedzie.

Wezmę nożyczki i zacznę aktywnie czytać podręcznik

Uroczyście oświadczam, że nie „przerobię” wszystkiego! Nie da się. Moje lekcje to nie “Mission Impossible”. Chcę robić porządnie to, co robię. Tak więc przejrzę podręcznik i wybiorę około 10 zagadnień w każdej klasie, których po prostu nie zrealizuję. Moim nauczycielskim zadaniem jest nauczyć uczniów uczyć się (jedna z umiejętności kluczowych!). Dlaczego więc nie poprosić ich, by te tematy zrobili sami? Znam argumenty (brak samodyscypliny, potrzeba sprawdzania wyników, kontroli nad tym, co jest przekazywane), które pokazują, że samodzielne uczenie jest nieefektywne. Nie przekonują mnie. Z uporem będę twierdził, że każdy materiał można zrealizować samodzielnie, jeśli tylko odpowiednio przygotuję materiały: YouTube, podręcznik, moje zbiory, pomysły na doklasy.pl mogą mi się przydać. Wiadomości sprawdzę i pokażę, że można.

Postawię kamienie milowe

Nie będę rozpisywał całego roku szkolnego „lekcja po lekcji”. Umówmy się to jest nierealne. Tym razem spróbuję zaznaczyć sobie cztery, pięć dni w kelendarzu, które będą kamieniami milowymi. Na przykład chciałbym w piątej klasie do końca listopada „mieć za sobą starożytność”. Pewnie trudno w to uwierzyć, ale naprawdę można. Pod warunkiem jednak, że dość dobrze skorzystam z wcześniej opisywanych nożyczek i zdrowego rozsądku. Zamiast myśleć “no nie, tego nie można nie uczyć” zadam sobie pytanie “co ma wiedzieć pod koniec roku szkolnego”. I nie będę straszył uczniów egzaminem. Są dopiero na początku nauki. I tak (jak ktoś uczy do egzaminu) będzie trzeba to powtórzyć, a tak naprawdę uczyć się na nowo.

Będę częściej wychodził z uczniami z klasy

Jacek wyszedł z klasy
Jacek z uczniami Akademii Dobrej Edukacji w Warszawie

Większość z nas mieszka w miejscach, w których działo się coś ciekawego. Polska historią stoi, dlatego tych kilka zaoszczędzonych godzin poświęcę również na porozmawianie o historii lokalnej. Nie trzeba mieszkać w Warszawie czy Krakowie, żeby pokazać, że historia jest nie tylko w podręcznikach. Nie trzeba nawet jechać do pobliskiego muzeum historii lokalnej. Prawie każda miejscowość ma swoją historię, przełomowe momenty. Stare Pole, (pomorskie), z którego pochodzę, to wieś założona przez krzyżaków na prawie chełmińskim, w 1466 weszła w skład Królestwa Polskiego, w XIX wieku rozwinęła się w konsekwencji budowy torów kolejowych. Ileż wątków, o których można nie tylko wspomnieć w klasie, lecz także porozmawiać na zewnątrz szukając trwałych śladów tych wydarzeń i procesów.

Będę pamiętał o umiejętnościach

„Uczeń wie...”, „Uczeń wymienia…” to jest (dla mnie niestety) nasz chleb powszedni. Uczniowie mają żonglować przyczynami, przerzucać się skutkami, wiedzieć kto, gdzie i kiedy. Dziś wie, za dwa lata nie będzie wiedział. Dlatego dużo ważniejsze jest, moim zdaniem, zwrócenie uwagi na to, jaki postęp robią uczniowie w zakresie umiejętności historycznych.  Jak wykorzystują wiadomości, czy umieją łączyć wydarzenia i samodzielnie porządkować je w czasie, czy umieją samodzielnie wyciągnąć wniosek, zadać pytanie, określić, czy tekst jest obiektywny itd. Będę starał się przestrzegać zasady: jedna lekcja, co najmniej jedna umiejętność. Świadomie będę zwracał uwagę, którzy uczniowie pracują, gdy umiejętność jest kształcona, bym umiał o nich powiedzieć nie tylko to, że „wymieniają i wiedzą”

Będę łączył kropki

Ci, którzy znają ten film wiedzą o co chodzi. Ja go oglądam raz na jakiś czas, żeby sobie wbić do głowy, co jest ważne w moim zawodzie.

książka, kropka, książka, kropka....

Postanowienia, pewnie jak zawsze, są na granicy realizmu i możliwości wykonania. Dużo mają z naiwnych marzeń. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mogą sobie pozwolić, nawet choćby chcieli, na działania, o których piszę. Poza tym moje pomysły mogą się komuś nie podobać (zapraszam do dyskusji). Zależy mi jednak na tym, żeby moje cele na ten rok wykraczały poza zwykłe ułożenie rozkładu treści.

W ubiegłą sobotę byłem gościem Dzień Dobry TVN. Zostałem tam przepytany przez Kingę Rusin i Piotra Kraśkę na temat nowej podstawy programowej w liceum. W pewnym momencie redaktor Kraśko zapytał, jak to możliwe, że niektórzy politycy nie znają takich podstawowych dat jak 1863 - wybuch powstania styczniowego. Kto chce, może zobaczyć, jak potoczyła się dalej rozmowa. Ja tymczasem, inaczej niż zwykle, chciałbym się skupić na samych datach.

Skąd bierze się przeświadczenie, że  uczeń ma znać tę a nie inną? Są daty - powiedzmy - klasyczne: 1410, 1492, 966, 1054 (tak?), 1076 (na pewno?) 476 (to na pewno!), 1939 (nawet dzienne!)... itd. Myślę, że dość szybko doszedłbym do setki jakoś nie wkładając w to wielkiego wysiłku. Może więc warto zastanowić się nad kryterium wyboru dat istotnych i ważnych przed zaprezentowaniem ich uczniom

Oto pięć pytań, które sobie zadaję ZANIM napiszę konkretną datę na tablicy i wyślę uczniom sygnał, że powinni ją znać: Czytaj dalej... "5 pytań o daty"

Dopiero co minął Sylwester. Oznacza to sam początek karnawału a wraz z nim niekończące się huczne zabawy do białego rana. Oczywiście żadna z takich imprez nie może się odbyć bez muzyki. Żeby jednak noworoczny i karnawałowy nastrój nie odciągnął nas zbytnio od historii, dziś proponuję subiektywny i selektywny przegląd piosenek z historią w tle.

Historia obfituje we wdzięczne i trudne tematy, nie nie dziwi więc fakt, iż postaci lub wydarzenia z przeszłości stanowią temat wielu piosenek. Poniższa lista z pewnością nie jest kompletna. Przyznaję też od razu, że nie każda z poniższych piosenek nadaje się na imprezy i nie każda znajduje się na mojej ‘must have’ playliście na bezludną wyspę. No ale z historią nie ma co dyskutować. Niektórych piosenek po prostu nie mogło tutaj zabraknąć, inne znalazły się tu dlatego, że je mniej lub bardziej lubię. Zapraszam więc na podróż po stylach muzycznych i epokach historycznych. Kolejność (prawie) chronologiczna. Czytaj dalej... "Piosenki z historią na historię"

Nic nie poradzę na to, że Gwiezdne Wojny to moja ulubiona epopeja. Wiem, że jest Dostojewski, Czechow, Reymont i Prus a nawet Dumas. Jest jednak grudzień i za chwilę na ekrany kin wejdzie kolejny film z serii, która od 1979 (dla mnie od 1982) jest źródłem wzruszeń, ekscytacji, inspiracji i różnych odniesień zarówno do tego co „tu i teraz”, jak i do tego, „co dawno, dawno temu, ale nie w odległej galaktyce”.

Nie wiem, ile już razy “kupowałem” uczniów swoją wiedzą na temat „starłorsów”, znajdowałem dzięki temu z nimi wspólny język czy w końcu … korzystałem z nich na lekcjach historii. Poniżej, z okazji premiery ósmej części NAJLEPSZEGO FILMU NA ŚWIECIE - „The Last Jedi” osiem moich „epizodów” lekcyjnych, w których nawiązuję wprost do Star Wars. Czytaj dalej... "R2D2 a lekcje historii"