Post po raz pierwszy pojawił się w serwisie doklasy.pl

Litwo, ojczyzno… – rozmowa z Sonatą Džiavečkaitė

Spotkanie z nauczycielem uczącym historii z innego kraju jest dla mnie zawsze fantastycznym doświadczeniem. Otwiera oczy na kwestie, z których nie zdawałem sobie sprawy, pokazuje znane wydarzenia z nowej perspektywy, daje możliwość poznania innego kontekstu czy hierarchii ważności. Będąc członkiem Euroclio mam często okazję spotkać koleżanki i kolegów po fachu, z którymi dzielimy się doświadczeniami i troskami. Nasze, polskie problemy i wyzwania nie są wyjątkowe. Przeładowanie faktografią, uczenie do testów, wpływ polityków to kwestie spotykane w wielu krajach. W 2018 roku będziemy publikować rozmowy z wieloma nauczycielami historii. Głównie z Europy.

Zaczynamy od Litwy. Powód jest chyba oczywisty. Mamy wspólną historię, ale na wiele rzeczy patrzymy inaczej. Tak zwane stosunki polsko-litewskie to jedna ze zgranych płyt puszczanych w naszych klasach.

Sonatę poznałem w Tallinie na konferencji dotyczącej historii międzywojennej. Kiedy mówiłem na sali plenarnej o naszej perspektywie na lata 1918-1939 często spoglądałem na koleżanki z Wilna, bo przecież słowo “Litwa” padało w tej opowieści regularnie. Wtedy też wpadłem na pomysł tej rozmowy. Mam nadzieję, że otworzy ona cały cykl wywiadów - w kolejce czekają nauczyciele z Niemiec, Finlandii, Czech, Ukrainy, Rosji i wielu innych państw.

- Możesz powiedzieć coś o sobie?

- Nazywam się Sonata Džiavečkaitė, mieszkam w Wilnie i pracuję w tamtejszym gimnazjum. Moi uczniowie mają od 15 do 18 lat (od ósmej do dwunastej klasy).

- Czy historia jest obowiązkowa na Litwie?

- Tak, mamy trzycyklowy system uczenia historii. Pierwszy etap to klasy trzecie i czwarte, kolejny obejmuje klasy od piątej do siódmej, a później jest już właśnie moje gimnazjum.

- I czego uczycie w najmłodszych klasach?

- Głównie o początkach państwa, legendach z tym związanych, poruszamy się więc po epoce średniowiecznej. Na drugim etapie są już dwie lekcje tygodniowo. W piątej klasie uczymy epizodów z historii Litwy. Dotykamy nie tylko średniowiecza, ale także ważnych wydarzeń z historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W szóstej klasie skupiamy się na historii Europy. Kolejny, trzeci etap to również dwie lekcje, a od dziesiątej klasy nawet trzy lub cztery (to zależy od szkoły), jeśli uczeń chce iść na studia humanistyczne. Ten etap zaczynamy od starożytności w siódmej klasie. W ósmej przychodzi czas na średniowiecze (od V wieku do Unii Lubelskiej, jeśli chodzi o historię Litwy, a powszechną kończymy na połowie XVII wieku). Kolejna klasa to koniec wieku XVII do I wojny światowej. W 10 klasie uczymy o XX wieku po I wojnie światowej. W 11 i 12 klasie, kiedy uczymy historii rozszerzonej tych, którzy chcą zdawać egzamin z historii, wracamy do średniowiecza i kończymy na XX wieku.

-  Wow, więc…

- No właśnie „wow”.

- …uczniowie uczą się o tym samym trzy razy?

- Tak (śmiech).

- Kto ustala program? Ile wolności ma nauczyciel w ustalaniu, czego będzie uczył?

- Państwo. Muszę realizować narzucone treści w konkretnych klasach. Metodologia zależy ode mnie. Nie musimy korzystać z jednego narzuconego podręcznika. Na poziomie, na którym uczę, są trzy-cztery podręcznika do wyboru.

-  Taki system Ci odpowiada?

- Nie. Ile razy można powtarzać ten sam materiał?! Moglibyśmy wybrać jakieś zagadnienia, które pogłębialibyśmy na podstawie źródeł. Powtarzanie jest naszą zmorą. Uczniowie znają mnóstwo faktów, biografii, ale nie analizują ich krytycznie. W podstawie programowej jest tyle obowiązkowych zagadnień, które musimy zrealizować, że nie ma na to czasu.

- Mówisz „musimy”. Ktoś was sprawdza, kontroluje?

- Po 12 klasie mamy egzamin państwowy, którego zakres jest bardzo szeroki. Jego wyniki wskazują, czy uczymy dobrze czy źle. Kropka. Wyniki egzaminów są dla nas bardzo stresujące. Moja praca polega więc na przygotowaniu do egzaminu. Smutna historia niestety.

- Prawie wszędzie jest tak smutno. Przejdźmy do historii Polski. O jakich wydarzeniach, związanych z Polską, uczycie?

- Zaczynamy od średniowiecza, od Wielkiego Księstwa Litewskiego, od XIII wieku, i Królestwo przewija się w zasadzie cały czas do i po Unii Lubelskiej. W 8 klasie o Polsce mówi się mnóstwo.

- A tak konkretniej?

- Wszystko zaczyna się od Giedymina i małżeństwem jego córki, Aldony z Kazimierzem, wtedy jeszcze synem króla. Mówi się o tym jako o rzeczy pozytywnej, bo nasze stosunki zaczęły się kształtować pokojowo. Potem Jogajłła czy Jagiełło po polsku: rok 1385 i….

- Unia w Krewie!

- Bardzo dobrze! Obecnie przedstawia się to wydarzenie jako początek unii dynastycznej trwającej do 1569.

- No i jak się przedstawia te dwieście lat od Krewa do Lublina? My mówimy o unii personalnej...

- My też to tak nazywamy.

- … jeden władca, dwa różne państwa.

- Podkreślamy ich niezależność. Wielkie Księstwo Litewskiego jest wielkim, samodzielnym państwem połączonym sojuszem z sąsiadem.

- Więc kiedy dochodzi do bitwy pod Grunwaldem przeciwko Krzyżakom stają równorzędni sojusznicy?

- Tak. Jest jednak jeszcze jedna narracja. Chodzi o rolę Witolda, który jest na Litwie Witoldem Wielkim ponieważ… daj pomyśleć ….po pierwsze taka jest tradycja. Bierze się jeszcze z czasów międzywojennych i rządów Smetony, któremu zależało na zbudowaniu narodowego państwa i zbudowaniu narodowej historii, tożsamości. Witold stał się wtedy bardzo ważny. Obecnie nauczyciele są bardziej krytyczni, mówią o tym, że był wasalem Jogajły. Na polu grunwaldzkim (my mówimy o bitwie pod Żalgirisem) odbierał polecenia od swojego seniora. Mówimy o unii horodelskiej z 1413, wileńsko-radomskiej ponieważ chcemy podkreślić niezależność Księstwa mimo podległości wasalnej Witolda.

- A co z katolicyzmem? Unia w Krewie była również początkiem chrystianizacji Księstwa.

- O tak! To jest najważniejsza kwestia, jeśli chodzi o tę unię. Wcześniej Litwa była państwem pogańskim. Jogajła pod tym względem jest dla nas bohaterem ponieważ raz na zawsze rozwiązał ten problem.

- Pamiętam z Wilna wielki pomnik Giedymina, pewnie jest wiele pomników Witolda. Są jakieś pomniki, ulice Władysława Jagiełły?

- Ulice są, pomniki nie.

- Czy to znaczy, że nie jest on raczej jednym z tych dobrych Litwinów?

- Tak bym tego nie powiedziała. Obecnie historycy i nauczyciele historii zgadzają się, że to on rozwiązał problem chrześcijaństwa i to rzecz wielka. Od XIII wieku problem krzyżacki był ogromny. Zresztą uczymy, że Jogajła rozwiązał dwa problemy: o pierwszym mówiłam. Drugi to zakon krzyżacki. Unia w Krewie załatwiła oba.

- Ok, zaczynam rozumieć. Między 1385 a 1569 istniały dwa niezależne państwa, zupełnie niezależne. Miały swoje trudne momenty, ale koniec końców szanowały się. Problem rozpoczął się w Lublinie ponieważ…

- .. staliśmy się jednym państwem

- I co w tym złego?

- Nasi historycy mówią o federacji, ale ciężko o tym rozmawiać z uczniami, bo nie widzą w tym żadnej korzyści. Widzą jedynie utratę niezależności, którą tak mocno podkreślałam wcześniej. Taki Mikołaj Radziwiłł Rudy był bohaterem w Lublinie ponieważ był przeciwny unii realnej. Chciał niezależności. Przecież nasza szlachta opuściła Sejm w Lublinie. Wróciła po pół roku na czele z Janem Chodkiewiczem, który był mniej porywczy, bardziej dyplomatyczny niż jego poprzednik i to on podpisał unię. Na Litwie mówimy o częściowej utracie niezależności, choć ciągle podkreśla się jej oznaki: armia, skarb…

-  Mamy takie schematy w podręcznikach, które …

- … my też!

- Wygląda więc na to, że Litwa po 1569 jest niezależna mimo wspólnego parlamentu i króla, którego razem wybieramy.

- No tak, ale podkreślamy, że na Sejmie Walnym mamy 1/3 posłów a 2/3 są z Korony. Choć nie jest to dowód na całkowitą utratę niezależności, to na pewno zjawisko jest negatywne w związku z początkiem procesu polonizacji naszej szlachty. Zaczyna się to zjawisko już po Krewie, ale znacznie przyspiesza w XVI i XVII wieku i kończy się na tym, że cała litewska szlachta jest spolonizowana. Gdybyś się mnie jednak zapytał, czy ta szlachta staje się Polakami odpowiedziałabym, że nie. Używamy takiego pojęcia: „obywatelstwo Wielkiego Księstwa Litewskiego”. Oznacza to szlachcica Litwina, który mówi po polsku na co dzień. To nie jest jeszcze wiek XIX, kiedy kwestia tożsamości narodowej będzie tak ważna.

- I tak to przedstawiacie uczniom?

- Oczywiście, mówię o konfederacji, o dużej dozie samodzielności Litwinów, ale także o utracie litewskiego charakteru szlachty i utworzenia tzw. „narodu politycznego”. Takie rzeczy mówi się jednak bardziej siedemnastolatkom, którzy są w stanie zrozumieć bardziej skomplikowane niuanse, takie jak kwestia narodu politycznego właśnie. Młodsi uczniowie mają jeszcze z tym problem. Trudno im wytłumaczyć, kim tak naprawdę są Adam Mickiewicz czy Czesław Miłosz.

- A kim są?

- Trzeba najpierw przedstawić kwestię narodu politycznego. Mówię, że urodzili się na terenie Wielkiego Księstwa, ale mówili na co dzień, oficjalnie i w swoim prywatnym życiu po polsku. Ale czuli się na co dzień Litwinami. Nie wiem, jak przedstawiacie to w Polsce.

- Jak mówimy o polskiej magnaterii, o Chodkiewiczu, Radziwille, Sapiesze, Sobieskim, Lubomirskim rzadko zwracamy uwagę, który z nich był Litwinem, a który Polakiem.

- A my zwracamy. I trzeba o tym pamiętać.

- Mam wrażenie, że polscy nauczyciele czasami, dla uproszczenia patrzą na te wielkie państwo i mówią „Polska” albo - zresztą poprawnie - „Rzeczpospolita”.

- Na naszych mapach zawsze podkreślamy, gdzie jest Królestwo, gdzie Księstwo. Poza tym, kiedy mówimy o historii XVI, XVII i XVIII wieku, uczymy bardziej o historii Litwy niż całej Rzeczypospolitej.

- I jaka jest ta narracja? Chodzi o ponowne uzyskanie niezależności od Korony?

- Porozmawiajmy o Januszu Radziwille. W połowie XVII wieku sytuacja polityczna była bardzo skomplikowana ze względu na wojnę z Moskwą i Szwecją. Polska miała problemy militarne, była atakowana jeszcze przez Turcję, a Litwa w tym czasie chciała ocalić swoją odrębność i przede wszystkim chciała ratować siebie. Dla nas połowa XVII wieku to okupacja moskiewsko-szwedzka. Janusz Radziwiłł znalazł się w tej bardzo trudnej sytuacji. Jan Kazimierz Waza był jego królem. Radziwiłł zdecydował jednak, że będzie ratował Litwę wbrew swojemu królowi ze względu na nieciekawą sytuację, w której znajdował się polski monarcha.. Podkreślamy jednak, że duża część litewskiej szlachty nie poparła wyboru Janusza, który zdecydował się na unię ze Szwecją, by walczyć później z Rosją. Jest to więc przedstawiane jako bardzo trudna decyzja polityczna.

- Ale wybór podjęty przez Radziwiłła przedstawia się jako pytanie do debaty czy raczej promuje się interpretację, że była to słuszna decyzja?

- Ponieważ mówimy o wszystkim w kontekście walki o niezależność mówimy o słusznej decyzji Radziwiłła podkreślając jednocześnie, że było to złamanie unii lubelskiej na jakiś czas i że dla Polaków Janusz był zdrajcą. My jednak postawiliśmy pomnik księciu w Kiejdanach, bo dla nas to szlachcic, który ocalił niezależność Litwy. Nie rozumiemy, dlaczego w Polsce nie widzą, że to był trudny i jedyny wybór polityczny. Zresztą czasowy, bo w Oliwie wszystko wróciło na swoje miejsce. Przecież szlachta, co podkreślamy, nie chciała zerwania unii.

- Kolejna trudna sprawa: Konstytucja 3 Maja.

- Dla Polaków to była zawsze Rzeczpospolita, dla nas to zawsze Księstwo, które jest nie do końca samodzielne w związku z Polską. W Konstytucji jest już tylko Królestwo Polski, nie ma już Litwy. Dla nas 3 Maja nie jest ważną datą, ale jak o niej mówimy to podkreślamy kwestię niezależności Litwy. W wymaganiach egzaminacyjnych znaczenie konstytucji jest i moi uczniowie o tym aspekcie konstytucji i Sejmu Wielkiego się uczą.

- Obecnie w Polsce mówi się oczywiście o Konstytucji 3 Maja, mamy przecież święto narodowe, ale kwestia włączenia Litwy do Korony jest raczej marginalna.

- Mówię uczniom, że to w zasadzie tylko jeden rok do konfederacji targowickiej. Poza tym mocno podkreślamy podpisanie „Zaręczenie Wzajemne Obojga Narodów”, w którym opisuje się, jak miała wyglądać niezależność Litwy wg. Konstytucji. Tłumaczymy też, dlaczego to było takie ważne. Wspomnę tu jeszcze raz Smetonę, który budował tożsamość narodową Litwinów na historii Wielkiego Księstwa i na ciągłych staraniach o jego niezależność od Polaków. Dlatego Witold ma tyle pomników i ulic.

- No to przyszedł czas na lata 1918-1920.

- Wtedy politycy litewscy nie myśleli o wskrzeszeniu Rzeczypospolitej z Polakami ani o wskrzeszaniu Wielkiego Księstwa. Budowali nowe, małe, etnicznie litewskie państwo. To była właśnie przyczyną wrogich stosunków z Polakami, bo wasi politycy nie odcięli się od marzeń o federacji i widzieli Litwę jako część nowej Rzeczypospolitej. To nie Wilno było powodem „buntu Żeligowskiego”, to cała Litwa była celem jego akcji. Wszystko zakończyło się na Wilnie, bo tam został powstrzymany przez naszą armię.

- Tak to przedstawiacie, że Żeligowski został powstrzymany?

- Tak. Dla mnie to zrozumiałe. Starszym uczniom łatwiej wytłumaczyć złożoność tej kwestii. Młodszym przedstawia się uproszczoną, wyidealizowaną historię.

- Uczysz starszych uczniów mając świadomość złożoności problemu. Jak kwestia polsko-litewska jest przedstawiana w domach uczniów. Ich rodzice, dziadowie znają „swoją” historię. Uczyli się przecież w ZSRR.

- Mamy podobną sytuację jak obecnie w Polsce. Są nauczyciele liberalni i tacy myślący tradycyjnie. Podobnie z rodzicami i dziadkami. Tradycyjnie myślenie o historii jest nacjonalistyczne: dobrzy Litwini, źli Polacy przecież to znasz nie? Nie ma już może szowinizmu, ale "Wilno było okupowane", nie było stosunków politycznych z Polską do 1939. Powtórzę: Smetona narzucił taką wizję litewskiej historii, bo była potrzebna do odbudowania narodu, który miał swoją historię sięgającą średniowiecza, ale w ciągu wieków wpływ związków z Polakami był duży i trzeba było tę politykę historyczną budować wokół walki o niezależność Litwinów. Moja mama pamięta czasy Smetona, były to dla niej lata młodości, czasy, kiedy zaczęła chodzić do szkoły. Siłą rzeczy uczyła się historii według linii, która wtedy obowiązywała. Ale teraz to się zmienia: historycy, nauczyciele zaczynają „odchodzić od Smetony” i mówią o Polsce jako ważnym sojuszniku. Ale Wilno powinno być litewskie od 1918 .

- Czyli jest to problem?

- Tak.

- Kiedy mówię „Wilno” po polsku to Cię boli?

- Nie, bo rozumiem kontekst historyczny, ale boli mnie, gdy turyści z Polski przyjeżdżają do mojego miasta i mówią, że to żaden Vilnius tylko Wilno i że to powinna być Polska. Na szczęście nie dzieje się to często

- Wielkie dzięki za rozmowę Sonata.

 

Podobne (chyba)