Post po raz pierwszy pojawił się w serwisie doklasy.pl

Nazizm. Co można (było) zrobić

Publikacja materiałów związanych z działalnością ugrupowań skrajnie nacjonalistycznych w Polsce nie może pozostać przez nas niezauważona. Nauczyciel historii, którego obowiązkiem jest tłumaczenie historycznych kontekstów współczesnych wydarzeń, moim zdaniem, powinien „nacisnąć pauzę” w realizacji swojego rozkładu materiału i poświęcić choć 45 minut, żeby porozmawiać z uczniami o tym materiale. Nie jest to zresztą działanie niezgodne z Podstawą programową. Mamy więc nie tylko moralny, ale i formalny obowiązek wskazać, skąd się bierze i do czego prowadzi ideologia oparta na szowinistycznym nacjonalizmie.

Długo zastanawiałem się w jaki sposób przygotować się do zajęć. Nie mogłem przecież omówić całego zagadnienia. To byłoby zbyt sztuczne. Zależało mi zresztą na tym, by uczniów postawić w pewnej konkretnej sytuacji i omówić związany z nią problem moralny. Postanowiłem nie iść w stronę kaznodziejstwa, nie chciałem przytaczać liczb, epatować zdjęciami masowych morderstw czy mówić, że „nazizm i antysemityzm są złe”. Uczenie historii powinno – co wiele razy na tej stronie pokazujemy - kierować i nas do wyjaśniania, na czym polegały mechanizmy, które prowadziły do takich a nie innych decyzji poszczególnych ludzi. Dodajmy: zwykłych ludzi, takich jak nasi uczniowie czy ich rodzice.

Proponowana lekcja to próba odpowiedzenia sobie na pytanie, które pojawia się prawie za każdym razem, gdy mówimy o nazizmie: „jak mogło do tego dojść?”. Lekcję zaplanowałem na 90 minut. W klasach młodszych proponuję się jedynie na etapie pierwszym opisane lekcji. A z proponowanych źródeł wybrałbym to ostatnie. Wszystko jednak zależy od nauczyciela.

Na stronie Facing History and Ourselves znajdziemy ciekawe materiały ułatwiające przeniesienie uczniów w świat decyzji podejmowanych przez tych, obok których „dział się Holocaust”. Większość wykorzystanych przeze mnie źródeł pochodzi właśnie z tej witryny. Niżej wykorzystywane tłumaczenia z języka angielskiego sąt mojego autorstwa.

Opis lekcji. Prezentacja do lekcji link

 Etap 1. (slajd 1 i 2)

Wszystko zaczyna się od stwierdzenia, że w związku z programem TV, który mnie bardzo poruszył, postanowiłem zmienić swój plan i porozmawiać z uczniami, co na ten temat sądzą.

Zapowiadam, że każdy z nich będzie miał szansę na różny sposób wypowiedzieć się w tej sprawie.

Początek lekcji w ogóle jednak nie dotyczy historii i raczej przypomina wstęp do pogadanki na godzinie wychowawczej. To historia z dziejów pewnej amerykańskiej klasy. Wydaje mi się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by zmienić imiona na polskie tak, by uczniowie lepiej się z sytuacją utożsamili. Przeczytam ją głośno:

Sue i Rhonda były uczennicami klasy 7 w jednej ze szkół publicznych w dużym mieście.  Wszyscy uważali je za bliskie przyjaciółki. Obie należały do większej paczki dziewcząt, do której należała także Jill. Pewnego dnia Sue napisał liścik do Rhondy, w którym nazwała Jill głupią za to, że ta (czyli Jill) zerwała ze swoim chłopakiem. Rhonda powiedziała o wszystkim Jill. Ta natychmiast poszła do Suei obie mocno pokłóciły się w obecności innych uczniów. Nauczyciele usłyszeli kłótnie i szybko ją przerwali. Rhonda pogadała na boku z Jill i obie ustaliły, że zrobią wszystko, by już nikt nie rozmawiał z Sue. Przez resztę 7 klasy i prawie całą 8 żadna z dziewczyn nie rozmawiała z Sue, poza tym robili sobie z niej niewybredne żarty, traktowały  jak powietrze, rozpuszczały plotki na jej temat. Inni uczniowie, także chłopcy, którzy na początku nie brali udziału w zmowie, nie wtrącali się i nie stanęli po żadnej ze stron. Sue, z całkiem dobrej uczennicy stała się słabą uczennicą, która nie chciała chodzić do szkoły.

Ten fragment ma pokazać uczniom trzy rodzaje postaw w przedstawionej sytuacji:

  • Ofiara
  • Sprawca
  • Obserwator

W czasie krótkiej dyskusji chcę pokazać, że Sue stała się ofiarą dziewcząt namówionych przez Rhondę i Jill. Były też tam inne osoby, które to widziały i nic z tym nie zrobiły przez rok.

Po ustaleniu, kto odgrywa rolę ofiary, sprawcy i obserwatora przyjdzie czas na refleksję. Pytania do dyskusji wyświetlam na slajdzie:

  • Dlaczego Sue zaczęła dostawać gorsze oceny?
  • Dlaczego Rhonda i Jill nie ustawały w robieniu na złość koleżance?
  •  Co tłumaczy postawę tych, którzy nic nie zrobili?

W przypadku ostatniego pytania zacznę powoli nawiązywać do sytuacji wojennej. Jeśli otrzymam odpowiedź, że „może nie wiedzieli” albo „mogło to ich w ogóle nie interesować”, albo „w sumie ich to nie obchodzi, ale Sue zawsze była nielubiana za inny wygląd”. Poniżej inne spodziewane odpowiedzi.

Wykorzystam tę część rozmowy, żeby pokazać, że postawa obserwatora także można mieć swoje odcienie. Pokazany wykres przygotowałem sobie na wypadek mniejszej aktywności uczniów. Postaram się wtedy skierować rozmowę w stronę pytania, która z postaw obserwatora jest najbardziej i najmniej oddalona od postawy sprawcy.

Mocno podkreślę, że tą postawą się zajmiemy, nad nią będziemy pracować, bo przecież każdy z nas, w momencie, kiedy usłyszał o neonazistowskiej imprezie, chcąc nie chcąc, stał się obserwatorem sytuacji.

Lekcja – etap 2 (slajd 4 i 5)

Czas na przypomnienie podstawowych faktów. Są dobrane tak, by nie przeciążyć mniej istotnymi informacji, ale pokazać różne odcienie sytuacji w Europie.  

Po omówieniu prezentacji zadam pytanie, na ile sytuacja z amerykańskiej szkoły może kojarzyć się z dziejami III Rzeszy. To ważne, by uczniowie nie skierowali swojej uwagi tylko na sprawców i ofiary, ale pamiętali o obserwatorach.

Lekcja – etap 3 (slajd 6)

Uczniowie zostają podzieleni na 3 osobowe grupy i każda z otrzymuje jedno z poniższych źródeł.

Pytania wyświetlam na prezentacji:

  •      Omów krótko, jaką sytuację przedstawia Twoje źródło?
  •      Kto jest sprawcą, a kto ofiarą?
  •      Kto jest “bohaterem” tekstu źródłowego? Jaką rolę sprawuje?

Źródła do pobrania w formacie do druku (https://goo.gl/g3ryKm) Wersja audio została przygotowana przez Karolinę Żelazowską (dzięki)

Źródło nr 1

Wprowadzenie:
Po zajęciu Austrii w 1938 naziści przejęli wiele budynków. Jednym z nich był zamek w Hertheim niedaleko Mauthausen. To właśnie w nim zaczęto w 1939 roku zabijać ludzi, którzy zdaniem nazistów byli niezdolni do życia w zdrowym społeczeństwie. Chodziło o ludzi niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo. Po okolicy zaczął się rozchodzić nieprzyjemny zapach, który tłumaczono produkcją oleju. Zagrożono, że autorzy plotek o tym, że palono tam coś innego, zostaną wysłani do obozów koncentracyjnych.

Oto relacje mieszkańców Mauthausen:

KarlS.

Z okna stodoły mojego ojca widziałem wiele ciężarówek jadących na zamek, czasami dwa, trzy samochody dziennie. Niedługo po wjechaniu na teren zamku można było zauważyć ogromną chmurę dymu wydobywającą się z zamkowego komina. Dym cuchnął, cuchnął tak bardzo, że chociaż wracaliśmy głodni do domu, nie mogliśmy przełknąć kęsa. Nie wiem, co tak naprawdę się tam działo, bo pracowali tam ludzie spoza naszej miejscowości. Żołnierze nie pozwalali podejść bliżej.

Siostra Felicita

Mój brat Michael, który był w tym czasie w domu, przyszedł do mnie i w zaufaniu powiedział, że w zamku pali się byłych pacjentów szpitala. Okropne wiadomości oraz przerażający smród odebrał  mowę. Ten smród powodował straszne cierpienie. Mój ojciec kilkakrotnie upadł w nocy i zemdlał ponieważ zapomniał szczelnie zamknąć okna. Czasami śmierdziało dzień i noc. Czasami na ulicach widać było puklei włosów.

Źródło nr 2

Wprowadzenie

W Niemczech karą za ukrywanie Żydów było więzienie. W Polsce karą była śmierć. Mimo tego byli Polacy, którzy ukrywali Żydów. Warszawianka, Stefania Dworek była jedną z nich.

Wszystko zaczęło się w 1942 roku, kiedy mąż Stefanii - Jerzy przyprowadził do domu Irenę, Żydówkę. Policjant, który był członkiem armii podziemnej, poprosił Jerzego o ukrycie Ireny na kilka dni. „Kilka dni” stały się tygodniami a tygodnie - miesiącem. Policjant nie mógł znaleźć innego schronienia. W końcu Jerzy zażądał, by Irena odeszła. Stefania zaś kazała zostać. Po wybuchu powstania warszawskiego w 1944 trzeba było uciekać z domu. Irena została przedstawiona sąsiadom jako „kuzynka”. Ciągle jednak musieli się bać.

Irena:

Przed końcem powstania dowiedzieliśmy się, że Niemcy chcą ewakuować cywilów z miasta. Mój wygląd nie pozostawiał złudzeń. Nie mogłam mieć bandaży na twarzy, bo to wtedy było podejrzane. Stefania zrobiła wtedy coś, czego nigdy nie zapomnę: dała mi swoje małe dziecko do opieki. Niemcy jednak nie wywozili z miasta matek z małymi dziećmi. Kiedy zostawiała mnie ze swoim dzieckiem powiedziała, że ono mnie ochroni, a po wojnie mam je oddać z powrotem.

Stefania:

Co mogłam zrobić? Można się przywiązać do psa, a co dopiero do tak wspaniałej osoby jak Irena. Nie mogłam inaczej. Pomogłabym każdemu. Najpierw jej nie znałam, ale pomogłam i nie mogłam odesłać. Zawsze pomagam najlepiej, jak umiem.

Źródło numer 3

Wprowadzenie

Poniżej rozmowa z Walterem Stier, urzędnikiem, który w Polsce był odpowiedzialny za ”specjalne pociągi”, którymi transportowano miliony Żydów do obozów śmierci.

- Jaka jest różnica między zwyczajnym a specjalnym pociągiem?

- Zwyczajny pociąg jest dla ludzi, którzy kupują bilety a specjalny musi zostać zamówiony i wtedy płaci się za taki pociąg bilet grupowy.

- A takich specjalnych pociągów było więcej w czasie wojny czy po niej?

- Wiem do czego Pan zmierza. Pan mówi o tzw. pociągach przesiedleńczych. Takie pociągi były zamawiane przez Ministerstwo Transportu Rzeszy.

- A wtedy to kto przede wszystkim by „przesiedlany”?

- Nie, nie wiedzieliśmy tego. Dopiero jak uciekaliśmy sami z Warszawy dowiedzieliśmy się, że to mogli być Żydzi, albo przestępcy albo jacyś inni.

- Specjalne pociągi dla przestępców?

- Nie, tak tylko powiedziałem. Nie można było zresztą o tym mówić. No chyba, że życie było komuś niemiłe. Najlepiej było o tym nie wspominać.

- Ale Pan wie, że te pociągi były do Auschwitz czy Treblinki ..

- ..oczywiście, że wiedzieliśmy. Byłem na ostatnim punkcie, beze mnie te pociągi by nie dojechały na miejsce.

- Wiedział Pan, że Treblinka znaczyła śmierć?

- Oczywiście, że nie.  

-Nie?

- Na Boga… NIE! Jak mogłem wiedzieć? Przecież nie pojechałem do Treblinki. Cały czas byłem w Krakowie czy Warszawie przy biurku.

- Więc był pan…

- Tylko urzędnikiem wykonującym polecenia.

Lekcja - etap 4

W ostatnim etapie omawiamy źródła, odpowiadamy na pytania ze slajdów. Będziemy starać się jak najbardziej nawiązać do sytuacji klasowej z początku lekcji.

Na koniec proszę uczniów o napisanie anonimowo na kartach o tym, czy byli kiedyś lub słyszeli o sytuacji opisanej na początku lekcji. Jaką rolę odegrali?

 

Podobne (chyba)