Post po raz pierwszy pojawił się w serwisie doklasy.pl

O Gdańsku, Breslau, Danzig i Wrocławiu – rozmowa z Martinem Leipach

Martin Leipach jest moim kolegą od kilku lat. Spotykamy się często dzięki różnym projektom międzynarodowym. Kiedy nie rozmawiamy o historii to gadamy o piłce. Martin to otwarty i bardzo szczery nauczyciel, z którym nie ma problemów poruszać trudnych tematów.

Martin możesz krótko powiedzieć gdzie i kogo uczysz?

Uczę w jednym z gimnazjów we Frankfurcie, mam więc do czynienia z dziećmi od 5 do 12 klasy.  Dzieci w 5 klasie mają 11 lat. Obecnie mam lekcje głównie w klasie 7 i 11. Uczę  tylko na część etatu, gdyż jestem również zatrudniony w szkole pedagogicznej, gdzie przygotowuje do zawodu nauczycieli. Uczę również matematyki, która jest moją drugą specjalizacją.

To częste zjawisko w Niemczech, że nauczyciel łączy właśnie te dwa, wydawałoby się odległe przedmioty?

Każdy nauczyciel w Niemczech jest zobligowany do nauczania dwóch przedmiotów. Może matematyka brzmi dziwnie, ale znam jeszcze innych takich nauczycieli. Nie jest to może najpopularniejsze połączenie, ale też nie jestem jakimś wyjątkiem.

Jakie połączenie jest najbardziej popularne?

Historia i język niemiecki lub wiedza o społeczeństwie

Co nauczyciel ma z tego, że uczy dwóch przedmiotów?

Nigdy o tym nie myślałem. U nas tak jest i tak zawsze  było. To dla mnie bardzo normalne. Na pewno daje to daje możliwość spojrzenia z większą pokorą na ten ważniejszy przedmiot.

O czym były Twoje ostatnie lekcje?

W jednej klasie zajmowaliśmy się partiami politycznymi zaraz po wojnie a w młodszej kończę I wojną światową. Już oglądaliśmy mapę “po Wersalu” i uczniowie zauważyli wzrost liczby państw, w tym oczywiście - obecność Polski.

Wymieniłeś tematy polityczne. To one przeważają w niemieckich lekcjach?

Powiedziałbym, że tak. Taka jest podstawa programowa. Zawsze jednak staram się dodać trochę historii kultury na przykład. Właśnie wybieram się na wystawę malarstwa Republiki Weimarskiej z uczniami.

Martin Leipach (po lewej) w rozmowie z Jackiem na konferencji w San Sebastian w 2017

Od czego zależy Twój program? Zbudowany jest na podstawie ogólnokrajowej, landu czy czegoś innego?

Landu. Każde państwo federalne ma swoją podstawę do każdego przedmiotu a każda szkoła swój program na jej podstawie. Więc w kraju mamy jakieś 50-60 podstaw programowych z historii biorąc pod uwagę miejsce i rodzaj szkoły.

Można je jakoś do siebie porównać czy w każdym landzie są różne?

Może się zdarzyć, że w jakimś landzie średniowiecze i nowożytność już nie są tak ważne.

A te podstawy są mocno związane treściowo z landami?

Tak, bardzo. Na pewno spora część treści dotyczy miejsca, w którym uczymy. Nawet jeśli uczymy czegoś bardziej generalnego powinniśmy to pokazywać również z perspektywy landu. Tak na pewno jest w Hesji, gdzie mieszkam. Jeśli więc omawiasz nazizm to oprócz najważniejszych informacji pokazujesz rozwój totalitaryzm również tu, we Frankfurcie. Jeśli mówisz o oporze przeciwko Hitlerowi to też starasz się podawać lokalne przykłady.

Uczysz do testów?

To zależy w jakiej szkole, kogo i w jakiej klasie. U nas testy organizowane są przez landy. Jeśli uczniowie wybiorą historię jako swój przedmiot egzaminacyjny w starszych klasach trzeba się nimi odpowiednio zająć. To skomplikowany system. Czasami egzamin jest pisemny i wtedy układany przez centralną komisję, są też wypadki, kiedy egzamin może być ustny lub ma być to projekt i wtedy o zadaniu i ocenie decyduje nauczyciel.

Czy historia jest popularnym przedmiotem w niemieckich szkołach?

Raczej tak. Nie ma twardych danych, ale są badania mówiące, że nie jest tak źle. Wygląda na to, że uczniowie są zadowoleni z historii. Potwierdzają to także moje obserwacje. Na pewno mogłoby być gorzej. W publicznej debacie historia uważana jest za przedmiot nudny i przegadany, ale praktyka tego nie potwierdza.

Przejdźmy do nauczanych treści. Powiedziałeś wcześniej, że w niektórych landach historia średniowiecza nie jest tak ważna. Ale rozumiem, że nadal uczycie chronologicznie tak?

W Hesji uczymy chronologicznie. Robimy dwa cykle od starożytności do współczesności. W starszych klasach podchodzimy bardziej problemowo, ale również w ujęciu chronologicznym. Trzeba na pewno się w chronologii orientować.

Jakie są proporcje historii narodowej i powszechnej?

To zależy, jak zdefiniujemy historię powszechną. U nas tak naprawdę o czysto narodowej i lokalnej historii mówimy dopiero od XIX wieku w czasie rodzenia się wyraźnego niemieckiego ruchu narodowego i zjednoczonego państwa no i oczywiście tak zwanej “Katastrofy XX wieku”.

Więc czego uczycie do XVIII wieku?

Zaczynamy od tematów takich jak “czym jest historia”, “jak dzielimy źródła” itd. Potem klasyczne tematy starożytności, głównie Egipt, Grecja i Rzym. Jeśli chodzi o średniowiecze to skupiamy się na XIV i XV wieku, później reformacja i wojna trzydziestoletnia, rewolucja francuska, a potem już obszernie XIX i XX wiek.

Ale wczesnośredniowieczna historia Niemiec jest ważna i ciekawa. Nie mówicie o cesarzach, krucjatach itd.

Zwracamy uwagę na historię społeczną. Stany, organizacja miast, życie na zamku... Raczej politycznej historii nie ma.

To pogadajmy o tych najbliższych nam wiekach. XIX wiek to zjednoczenie Niemiec?

W szerokim sensie tak. Zaczynamy od tzw. kwestii niemieckiej, która ma już swój początek za Napoleona. Przecież to właśnie w tym okresie mamy początek pierwszych ruchów narodowych. Wiosna Ludów jest w tym kontekście także bardzo ważna ponieważ patrzymy na źródła demokracji niemieckiej. Parlament Frankfurcki jest dla nas bardzo istotny.  Bardzo mocno podkreślamy istotę tzw. długiego wieku XIX, który trwa aż do 1914.

Możesz powiedzieć, że istnieje jedna narracja dotycząca historii XIX wieku pod względem tego, kto jest “bohaterem” a kto “czarnym charakterem”? Kim jest Napoleon?

To dobry przykład na zorganizowanie debaty w szkole. Często się o niego kłócimy. Czy zakończył rewolucję? A może rozniósł jej ideę po Europie? To typowy przykład nie czarno-białej postaci historycznej. Możesz być pewny, że w każdym podręczniku znajdziesz o nim dwa przeciwne zdanie

Macie takich klasycznych bohaterów. Może Bismarck?

Nieeee. Mamy problem ze słowem “bohater”. Bismarck to wielki polityk, którego historia zagraniczna była sukcesem, ale z drugiej strony polityka wewnętrzna jego Kulturkampf czyli walka z kościołem katolickim albo z socjalistami już nie jest przedstawiana jako sukces.

Przeszkadza komuś w Hesji, że to był jednak Prusak?

Raczej nie. Uznaje się, że Prusy to główna część Niemiec w tym czasie, ale nie podkreślamy raczej, że on był z Prus.

Jakie postać z XIX wieku uczeń powinien znać?

Napoleon i Bismarck na pewno. Dodałbym jeszcze Roberta Bluma jako jedną z głównych postaci niemieckiej Wiosny Ludów, a także Karola Marksa, bo inaczej nie da się zrozumieć historii XX wieku: rewolucji październikowej, podziału Niemiec, SED (partii komunistycznej NRD).

Czy I wojna światowa jest istotnym zagadnieniem?

Nie tak wielkim jak II wojna. Omawiamy ją raczej jako wstęp do Wielkiej Katastrofy. Nie robimy tego tak jak Anglicy, analizując ludzkie historie, przeżycia w okopach. Zwracamy uwagę na zmiany społeczne, kryzys wewnętrzny. Głównie jednak I wojna jest rozumiana jako przyczyna wielu zmian społeczno-politycznych w Niemczech i w Europie. Ważna jest choćby rola kobiet. No i oczywiście kwestia brutalizacji wojny, wojny totalnej.

Już drugi raz używasz pojęcia “Katastrofa”...

Tak nazywamy to, co zdarzyło się w I połowie XX wieku, czego przyczyną była polityka imperialna na przełomie wieków. Tego pojęcia użył jako pierwszy George Kennan w kontekście tragedii I wojny, ale w klasie jest to szersze pojęcie. Przy okazji, ostatnio realizowaliśmy wspólny projekt ze szkołą w Irlandii, spotkaliśmy się z nimi na grobach żołnierzy w Belgii. Zauważyłem, że odbiór tego miejsca przez naszych uczniów jest zupełnie inny. Irlandczycy podchodzili do tematu o wiele bardziej emocjonalnie, moi uczniowie nie mieli takich uczuć. Te są bardziej widoczne w czasie omawiania II wojny światowej.Trzeba też pamiętać, że nasi uczniowie pochodzą z różnych państw, więc to dość skomplikowane dla nich.

Bardzo trudne musi być dla was omawianie II wojny światowej i narodzin nazizmu. Nie uciekniecie od tego tematu. Czasami słyszę, że niektórzy w samych Niemczech apelują już o zaprzestanie biczowania się tą kwestią.

Zastanawiamy się najpierw, dlaczego upadła weimarska demokracja, wymieniamy różne przyczyny. Brak wsparcia zewnętrznego dla słabej demokracji, psychologiczne przyczyny podążania ze autorytarną ideologią, kryzys gospodarczy.

Jak uczniowie reagują na omawianie zbrodni nazizmu, Zagłady czy totalitaryzmu jako takiego? Czy tu pojawiają się emocje?

Tak. Mam ciągle uczniów, którzy opowiadają historie swoich dziadków i które są naprawdę różne. Oni naprawdę się tym interesują! Jeśli są jakieś polityczne debaty na temat ilości nazizmu w naszych podstawach to moi studenci najczęściej udowadniają, że trzeba o tym uczyć, bo najzwyczajniej w świecie chcą! Kiedy pytam, czego chcecie się nauczyć częściej odpowiadają, że chcą więcej nauki o nazizmie.

Dlaczego? Coś mi mówi, że na ich miejscu nie chciałbym o tym mówić.

Pamiętaj, że mówię tylko swoich uczniach. Oni są dość ciekawi. Jak się o tym mówi w TV, to chcą o tym wiedzieć.

Co omawiasz z II wojny?

Oczywiście kwestię Polską i pakt Ribbentrop-Mołotow, w dużej mierze Zagładę oraz antyhitlerowskich opór: Sophie Scholl, Stauffenberg a także badamy opór w naszej okolicy. Kapitalne źródła są w miejscowych instytutach i muzeach. Chodzimy tam i studiujemy online. Pamiętaj, że muszę moim uczniom uświadomić, że III Rzesza nie zdarzyła się gdzieś daleko tylko tutaj we Frankfurcie też.

Już wspomniałeś o Polsce kilka razy. Czy możesz tak szybciutko pogrzebać w pamięci i powiedzieć kiedy wspominacie o Polsce?

Po raz pierwszy w czasie zaborów w XVIII. Wtedy tak naprawdę mocno się o tym mówi. Następnie właśnie przykład Polaków podaje się w czasie omawiania parlamentu frankfurckiego i posiadania reprezentacji przez mniejszości narodowe. Potem odzyskanie niepodległości w 1918. Mówimy też o ustalaniu granic i braku ich uznania na wschodzie. Potem II wojna a potem rok 1970 i Willy Brandt i jego gest pod pomnikiem Getta w Warszawie.

W sumie to dość zadziwiające, że po raz pierwszy wspominacie o swoim wschodnim sąsiedzie po 900 latach jego istnienia. Oczywiście uczyłem się historii w PRL i dużą część narracji była zbudowana przeciwko Niemcom. A poruszacie kwestie przesunięcia granic na Zachód albo Prus Wschodnich?

Pośrednio jak omawiamy skutki wojny, wielkie migracje ludności ze Śląska czy Prus oraz Polaków ze wschodu na ich miejsce. Uczniowie mają pojęcie o tym, że granice się zmieniły, ale nie mówię o “byłych ziemiach niemieckich”. Współcześni uczniowie już nie są tak przywiązani do tych terenów jak kiedyś ich dziadkowie. Myślę, że wiedzą, gdzie jest Gdańsk czy Wrocław bardziej ze względu na współczesne wydarzenia. Dużo jest też takich, którzy musieliby znaleźć te miasta na Google Maps.

Więc Breslau i Danzig nie wzbudzają już takich emocji?

(śmiech) Nie, nie, używają już nawet polskich nazw.

Do zobaczenia Martin, dziękuję za rozmowę.

Tschüss, trzymaj się.

Podobne (chyba)