Przeskocz do treści

Po co uczymy historii

Żeby uczyć się na błędach innych.

Moim zdaniem historia nas niczego nie uczy. Gdyby tak było, to już od kilkuset lat nie mielibyśmy wojen i żylibyśmy w raju. No chyba, że nie o takie błędy chodzi. Bo może chodzić o błędy w walce z kimś o wygraną. Jak w szachach. Powtórne analizowanie przegranej lub wygranej przez siebie partii faktycznie może nauczyć kogoś grać lepiej. Tylko że szachy to właśnie ten rodzaj gry, w której wygrana jednego zawsze oznacza przegraną drugiego i budzi chęć rewanżu lub odegrania się. A przecież nie o to w życiu chodzi. Dlatego nie uczymy się na błędach. Nie opowiadamy sobie różnych historyjek po to, by wysłuchać jej morału i „tak już więcej nie robić”.

Żeby wiedzieć, co było kiedyś.

Zawsze na takie pytanie odpowiadam „a po co?” Poza tym nie można wszystkiego wiedzieć. Wtedy często słyszę zdanie omówione już wyżej o „uczeniu się na błędach” lub „bo warto coś wiedzieć o naszej przeszłości”. Och…jako ucznia nigdy mnie nie przekonywały te wszystkie „uczyć się, bo trzeba wiedzieć”, bo na oko widziałem całe armie dorosłych, które nie wiedziały tego, czego aktualnie się uczyłem i jakoś sobie w życiu dawali radę. Ci dorośli zresztą często sami przyznawali się, że te wszystkie daty i wzory do niczego się im nigdy nie przydały, ale oni przez to przechodzili, więc z tego powodu ja też powinienem. Zasada 3 x Z święciła więc triumfy ku uciesze dorosłych, kolegów i mojej.

Żeby oddać hołd polskim bohaterom, którzy umierali za naszą wolność.

Tu muszę uważać na słowa, bo przecież stąpam po grząskim gruncie. Zresztą w podstawie programowej można przeczytać wprost, że kształtowanie postaw patriotycznych na przykładach jest jednym z moich obowiązków. Ale jednak napiszę: lekcje historii, na której rozmawiamy o ludziach to nie apele w hołdzie. To raczej okazja, żeby spojrzeć na ludzi, którzy zachowali się inaczej niż większość. Ta większość jest zresztą przez nas mocno zapominana, co stwarza wrażenie, że minione pokolenie składały się z ludzi o bardzo charakterystycznych poglądach i postawach: bohater, tchórz, zdrajca, twardziel, szpieg, dowódca, wariat, ryzykant itd. A przecież bez znajomości normalnych zachowań trudno jest zrozumieć, na czym polega heroizm jednostki. No więc moim zdaniem nie o hołd nam na lekcjach chodzi, a o pokazanie źródeł niestandardowego zachowania się poszczególnych postaci w czasach stawiających przed ludźmi ogromne wyzwania. Poza tym, ważne by nasi uczniowie znali również mechanizm stawania się bohaterem. Kto o tym decyduje? Jaką rolę spełnia bohater i jak się taką postać tworzy?

Żeby ćwiczyć pamięć.

Nieeeeee. Nawet nie będę rozwijał tego zdania. Napiszę tylko, że lepiej to robić na czymś, co uczeń naturalnie lubi. 

By wiedzieć, skąd się wziął kraj, świat, w którym mieszkamy.

Tak, ta odpowiedzieć jest już bliska mojemu spojrzeniu na nasz przedmiot. Czytałem ostatnio, że w Stanach Zjednoczonych trwała dyskusja nad tym, jak pokazywać chronologię wydarzeń. Wiele głosów było za tym, by odpowiadać ją „do tyłu”, czyli wychodzić od współczesności* i, śledząc przyczyny poszczególnych zjawisk, iść w przeszłość. Nie udało się tego w sumie nigdzie wprowadzić w życie, ale coś w tym pomyśle jest. Zawsze staram się rozpoczynać lekcję wskazując na jakieś zjawisko współczesne, które da mi odbicie do realizowanego tematu. Najlepiej jak najbardziej aktualne, pokazujące, że to, czego uczymy, żyje i nie jest tylko wiedzą do nauczenia się.

By się nie dać zaskoczyć przez współczesne wydarzenia

To bliska mi odpowiedź. Niestety to nie ja ją wymyśliłem, a moja uczennica (w oryginale ‘by się niczemu nie dziwić”). Wytłumaczyła mi, że kiedy poznaje historie innych ludzi, polityków, królów, ludzi sztuki widzi duże podobieństwa do naszych zwykłych codziennych stresów, smutków, walk, debat. Przyznam, że bardzo się z tym zgadzam. W zasadzie wszystko już było: przyczyny międzynarodowych konfliktów, walki o władzę, nienawiści jednych do drugich, zagrożeń demokracji. I choć dobrze jest unikać zbyt prostych analogii, warto dostrzegać podobieństwo tych mechanizmów i starać się z nich czegoś nauczyć. Najbardziej tego, że nie jesteśmy szczególnie wyjątkowi czy mądrzy. Przyszedł czas na nas na tej rysowanej na tablicy osi czasu i tyle. Oś popędzi sobie dalej, a my zostaniemy już na niej w naszej pierwszej połowie XXI wieku.

By uczniowie wiedzieli, jak powstaje historia, której się uczą.

W jednej z moich wakacyjnych lektur przeczytałem o tym, że nie jest zadaniem nauczyciela historii tworzyć ze swoich uczniów małych historyków, którzy poznają cały związany z tym warsztat. To zbyt trudne i abstrakcyjne. Należy jednak pokazać, że uczona przez nas historia to efekt pracy wielu ludzi, którzy starając się ją odtworzyć mogli popełniać błędy**.

Za chwilę nasze kolejne pierwsze lekcje historii, w czasie których wielu z nas zada pytanie o sens uczenia się historii. Zapraszam do Facebooka, by komentując dodać swoje trzy grosze.

* Sam Wineburg. Historical Thinking Kindle Edition.

**Allender, Tim. Historical Thinking for History Teachers: A new approach to engaging students and developing historical consciousness (p. 51). A&U Academic. Kindle Edition.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *