Każda lekcja powinna mieć haczyk. Coś, co “złapie” ucznia i na moment go "zatrzyma", skupi jego uwagę "tu i teraz". Nie dlatego, że tak trzeba, że musi. Dlatego, że jest ciekawie i tajemniczo.

Banał: „obraz mówi więcej niż….. „ A co jeśli do tego obrazu czy zdjęcia namówimy uczniów do włączenia swojej wyobraźni? W sieci możemy znaleźć mnóstwo ciekawych starych zdjęć, które aż proszą się o to, by je wyświetlić i przez 5 minut się nad nimi pochylić. Uczniowie nasi nie są niestety przyzwyczajeni do rozmawiania o zdjęciach. W podręcznikach stanowią one najczęściej tylko ilustracje do tekstu, przedstawiają wydarzenie i mówią uczniowi „tak to wyglądało” albo „on/ona tak wyglądał(a)”. Niczego w zasadzie nie można z tym zrobić, popatrzyć i zapomnieć A przecież fotografia może być fantastycznym wstępem do zajęć.

Może przykuć uwagę ucznia i zaangażować go przez chwilę na lekcji (engejdżing!)?

Najgorszą robotę z wyobraźnią ucznia robią podpisy pod zdjęciami. Wiem, że inaczej się nie da, ale po przeczytaniu takiego podpisu już wszystko wiadomo, wszystko jest jasne, nawet nie chce się zastanawiać.

A gdyby tak zacząć inaczej... Wyobraźmy sobie, że prowadzimy zajęcia o II wojnie na Zachodzie i chcemy omówić wydarzenia z 1940 roku.

Czytaj dalej... "Engejdżing"

Razem z Kubą zostaliśmy zaproszeni na Czerską do redakcji Gazety Wyborczej, by przeprowadzić lekcje dla tych uczniów, którzy zdecydowali się wziąć udział w akcji strajkowej i nie poszli 10 kwietnia na lekcje. Postanowiliśmy odświeżyć zajęcia, które kilka lat temu stworzyliśmy w zespole Instytutu Badań Edukacyjnych. Wtedy chodziło o to, by pokazać w jaki sposób poradzono sobie w Rzeczypospolitej z pierwszym bezkrólewiem wprowadzając system wolnej elekcji.

Czytaj dalej... "Elekcja w Wyborczej"

 Ten rysunek zrobił swego czasu karierę na Facebooku, a ostatnio, kiedy go przypomniałem, również wzbudził niemały zachwyt. Podpisałem go "podstawa programowa z historii", co oczywiście przeciwnikom reformy się bardzo spodobało. Zapomniałem jednak dodać, i żałuję, że to dotyczy prawie każdej podstawy programowej i prawie każdej opowieści dotyczącej naszej historii, nie tylko bieżącej dyskusji wokół programu nauczania. W sumie nic dziwnego i odkrywczego, ale uczniom pewne rzeczy trzeba pokazać. Niestety nie znam źródła tego obrazka, jak większość znalazłem gdzieś "w internecie".

Czytaj dalej... "Po której stronie jesteśmy"

Zacznę od wytłumaczenia się przede wszystkim przed samym sobą. Bo nie lubię, kiedy nauczyciele historii porównują ze sobą ilustracje współcześnie stworzone na potrzeby podręczników bądź popularnych wydawnictw historycznych. Jest to, moim zdaniem, mocno sprzeczne z naszym fachem. Mamy uczyć odpowiedniego podejścia do źródeł historycznych, podkreślając przede wszystkim ich znacznie  i większą roli niż źródeł pośrednich. Dziś na lekcji się jednak okazało, że czasami po prostu trzeba spędzić trochę czasu nad ... dwiema ilustracjami przedstawiającymi wojownika mongolskiego i piastowskiego woja z XIII wieku. Zamierzałem na zajęciach przede wszystkim zająć się z uczniami porównaniem dwóch tekstów źródłowych. Omawiając bitwę pod Legnicą użyłem tekstów znalezionych w Wikipedii (bo ja korzystam z Wikipedii). Jak się jednak okazało, szukanie podobieństw i różnic w przekazach kronikarskich zabrało mniej czasu niż rozmowa o dwóch wojownikach, których oryginał znajduje się w jednym z dawno wydawanych przez Rzeczpospolitą zeszytów poświęconych bitwom polskim.

Czytaj dalej... "Porównywanie musi czemuś służyć"