Jacek pisał niedawno, jak pytać o przeszłość i to mi przypomniało, że na przeszłość patrzymy przez źródła i że pytanie o nie są nawet ważniejsze niż samo pytanie o przeszłość (choć ono też jest ważne!).

To wbrew pozorom nie jest wcale łatwe. Nie jest łatwe bo trzeba pamiętać o tym, że mówimy do uczniów, nie jest łatwe bo o każde źródło trzeba pytać inaczej, nie jest łatwe bo każdy materiał jest inny.

Przejrzałem sobie na szybko kilka losowo wybranych pytań zamieszczonych pod tekstami źródłowymi w kilku podręcznikach, które miałem na półce. Dominowały pytania o treść (o czym jest źródło? jakie poglądy wyraża autor?  co jest opisane w tekście?) oraz o motywy autora (dlaczego autor nazwał X niepoczytalnym? co spowodowało niechęć autora do bohatera tekstu?).  

Czytaj dalej... "Jak pytać o źródła?"

<scena w klasie>
Dowolny koniec lekcji (za 5 minut dzwonek, klasa patrzy na zegarki, nauczyciel też i żeby nie było tej ciszy, która świadczy o złym zaplanowaniu lekcji postanawia przeprowadzić tzw. rekapitulację pierwotną)

- No to powtórzmy czego się dziś nauczyliśmy… co było przyczyną xxxxxxx?
- ………
- Tak, a kto stał wtedy na czele xxxxxxx?
- ………
- Tak, o co się potem stało?
- …….
- Tak, a następnie?
-……
- A wtedy przyszedł kto?
</scena w klasie>

I tak dalej. Nie wymyślam tego. Sam, jako młody nauczyciel w ten właśnie sposób upewniałem się, że uczniowie „złapali” co trzeba i -  przy okazji - dostali najlepszą podpowiedź co może się pojawić na kartkówce.

Bo nie ukrywam, że jednym z trudniejszych dla mnie etapów lekcji jest jej podsumowanie. Takie standardowe zadanie kilku pytań utwierdzających nas w przekonaniu, że uczniowie zapamiętali wszystko jak należy, powiedzmy to sobie otwarcie, nie należy do szczególnie ekscytujących. Poza tym wzmacnia przekonanie uczniów, że właśnie zapamiętywanie jest najważniejszą umiejętnością historyczną. A przecież nie o to chodzi prawda?

Popatrzmy na tę tabelę:

Czytaj dalej... "Jak pytać o przeszłość?"

Przygotowując się do matury długie godziny spędziłem nad rozpisaniem na osi czasu wszystkich wojen, które siedemnastowieczna Rzeczpospolita prowadziła w XVII wieku. Klasówkę przed maturą zaliczyłem, ale niewiele z zapamiętałem z tej partii materiału - czyli moja nauka nie przyniosła dobrego efektu. A potem dokładnie to samo robiłem z moimi uczniami – kilka lekcji poświęcaliśmy na omówienie relacji z poszczególnymi państwami a potem oczekiwałem od nich, że wykują na pamięć daty wojen, bitew, traktatów. I frustrowałem się, że nie tylko nie wiedzą kiedy i dlaczego zawarto traktat w Buczaczu ale też, że nie potrafią scharakteryzować sytuacji międzynarodowej Polski w XVII wieku.

Czytaj dalej... "Jak uczyć o wojnach XVII wieku i nie zanudzić?"