Przeskocz do treści

Zupełnie inna historia

Bywa, że jesteśmy tak mocno osadzeni w swoim szkolnym podwórku, że zapominamy albo po prostu nie zdajemy sobie sprawy, że dla niektórych z nas nauczanie historii to zupełnie inny kawałek chleba niż ten tradycyjny, klasowo-tablicowy. Po moim wystąpieniu w TOK FM, gdzie opowiadałem o tym, czym dla mnie jest uczenie naszego przedmiotu, odezwało się na moją skrzynkę [przy okazji śmiało zapraszam: “jacek małpa doklasy kropka pl” ] kilka osób z wyrazami poparcia dla tego, co tu wspólnie z kilkoma osobami staramy się promować. Są jednak miejsca, które wymykają się naszym pomysłom i wyobraźni, mimo naszych najszczerszych chęci. 

Jeden z listów, które otrzymałem po audycji, pochodził od Pani Anny Kołakowskiej-Stefanini, która jest nauczycielką historii w Zespole Szkół Specjalnych nr 2 w Krakowie i pracuje z uczniami hospitalizowanymi w Klinice Psychiatrii Dzieci i Młodzieży CM UJ. „To specyficzna szkoła, specyficzni uczniowie i siłą rzeczy specyficzne metody pracy”. - napisała. W kolejnym liście poprosiłem o więcej szczegółów. Od dawna jestem zdania,że powinniśmy - zamiast zwiększać ilość treści nauczania na lekcjach historii - zwiększać możliwość  pracy nad myśleniem historycznym, rozumowaniem i wyciąganiem wniosków. Dlatego każdy, kto ma odwagę mówić, że uczy pod prąd, jest dla doklasy.pl na wagę złota. Poprosiłem o poszerzenie swojego opisu metod i zapytałem o praktykę. Chciałbym odpowiedź koleżanki z Krakowa, za Jej zgodą, zacytować w dłuższym fragmencie i potraktować go jako zapowiedź i jednocześnie obietnicę zajęciem się kwestią edukacji uczniów ze szczególnymi potrzebami. 

Zdjęcie pochodzi ze strony na Facebooku Zespołu Szkół Specjalnych n 2 w Krakowie

Nie jest łatwo odpowiedzieć na Pana pytanie. Spróbuję zrobić to w sposób jak najbardziej zrozumiały, ale ograniczę się tylko do spraw organizacyjnych.

W Klinice Psychiatrii Dzieci i Młodzieży CM UJ działają dwa oddziały młodzieżowe. Oddział dzienny dla tych młodych ludzi, którzy po całym dniu wracają do swoich domów, ale często są z nami nawet cały rok szkolny, i oddział stacjonarny dla tych, którzy muszą zostać hospitalizowani kilka kolejnych dni lub tygodni.

Na każdym z tych oddziałów pracujemy jako nauczyciele.

Na oddziale dziennym funkcjonują klasy liczące od 2 do 12 osób. W tym czasie mamy klasy licealne i jedną połączoną klasę 7 i 8 szkoły podstawowej. Dzieciaki trafiają do nas w ciągu roku, gdy pojawia się w ich życiu konieczność skorzystania z terapii, jaką oferuje oddział dzienny.

Największym wyzwaniem logistycznym jest stworzenie oferty edukacyjnej dla młodzieży licealnej z klas II i III. Każdy z naszych uczniów ma inną szkołę macierzystą, uczył się również w oddziałach realizujących różne przedmioty na poziomie rozszerzonym. Ze względów lokalowych, etatowych tworzymy tylko jedną klasę II i jedną klasę III. W każdej z tych klas mamy uczniów, którzy realizują różne przedmioty na poziomie rozszerzonym. Stworzyliśmy swój prototypowy system organizacji pracy, łącząc uczniów z klasy II i III wybierających te same przedmioty. Efekt jest taki, że na jednej lekcji historii mam uczniów, z którymi uczymy się np historii starożytnej i osoby, które poznają XX wiek.

Moją metodą w tej sytuacji jest przygotowywanie kart pracy z poszczególnych tematów i samodzielna praca uczniów, między którymi krążę wyjaśniając najważniejsze lub najtrudniejsze kwestie. W klasach łączonych sytuacja jest podobna. Na jednej lekcji realizujemy dwa różne tematy.

Oddział stacjonarny ma większą rotację pacjentów, ale też ich stan zdrowia jest gorszy. Pracujemy tam indywidualnie z poszczególnymi osobami lub z mniejszymi grupami. Tutaj wyzwanie wiąże się z koniecznością wielkiej elastyczności. Nie zawsze wiem, kto akurat znajduje się na oddziale i jakie tematy realizuje w swojej szkole. Moim zadaniem jest pomoc w nadrobieniu zaległości spowodowanych chorobą. Tutaj też zdarzają się sytuację, że mamy kilku uczniów z tej samej klasy, którzy uczą się różnych rzeczy. Karty pracy wydają się również w tej sytuacji dobrym rozwiązaniem.

Nasi uczniowie wypadli z systemu edukacji, mają poważne problemy zdrowotne. Pracując w takiej szkole oczywiście muszę pamiętać o dydaktyce, realizacji podstawy programowej, ale doświadczam też bardzo wyraźnie, na czym polega terapeutyczny wymiar edukacji. Muszę jednocześnie pomóc im nadrobić zaległości, wrócić do swojego środowiska, ale też odbudować wiarę w siebie,  zrozumieć i wzmocnić. Współpracujemy ściśle z zespołem terapeutycznym, stosujemy zasady społeczności leczniczej.”

Zdjęcie pochodzi ze strony na Facebooku Zespołu Szkół Specjalnych n 2 w Krakowie

To, co pisze Pani Ania nie powinno nikogo aż tak bardzo zaskakiwać, od każdego z nas wymaga się przecież indywidualnego podejścia, dopasowania wymagań do możliwości ucznia. Prawda? Powiedzmy sobie bowiem otwarcie, że w naszych tradycyjnych klasach znajduje się wielu uczniów, którzy potrzebują większego zainteresowania, dostosowania i - co najważniejsze - uproszczenia przekazu, który przywykliśmy (musimy) przedstawiać. Przecież nie tylko nauczyciele pracujący w szkołach dla uczniów o specjalnych potrzebach mają w klasie osoby, które nie dają sobie rady z wymaganiami podstawy programowej. Intuicja podpowiada mi, że jest ich więcej niż mniej. Dlatego doświadczenia kolegów i koleżanek pracujących z uczniami, którzy potrzebują dostosowania wymagań, mogą być dla nas źródłem pomocy.

W jednym ze swoich pierwszych wpisów w tym roku szkolnym napisałem, że będę pilotował metody mające na celu maksymalne uproszczenie materiału, tak aby jak największa grupa uczniów mogła faktycznie korzystać z lekcji.Na pewno zdam relację z mojej pracy pod koniec roku.

W siedemnastym odcinku podcastu Edugadki, który współprowadzę z kolegą anglistą Marcinem Zarodem, rozmawialiśmy z Katarzyną Falkowską - nauczycielką historii  z Poznania, pracującą na co dzień z uczniami niesłyszącymi. Jej opowieść pokazuje, jak daleko jesteśmy jeszcze od włączania, inkluzywności, od myślenia poza standardami, jak nie zdajemy sobie - w końcu - sprawy, jakie mogą być trudności w trakcie prób nauczenia tego, co autorzy podstawy programowej właśnie za podstawy uważają. Namawiam mocno do posłuchania tego odcinka. 

Teraz tylko napiszę, że jestem dobrej myśli i że bliska jest mi idea obu  Pań - Kasi Falkowskiej i Anny Kołakowskiej-Stefanini, żeby to materiał dostosowywać do ucznia, a nie ucznia do materiału.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *