Post po raz pierwszy pojawił się w serwisie doklasy.pl

O czym dyskutować z uczniami

Mocno poprawimy jakość dyskusji na lekcjach, jeśli postawimy uczniom tematy, z którymi będą mogli się lepiej utożsamić. Trzeba z wielkiej polityki zejść na poziom wyborów zwykłych ludzi.

Mamy nauczyć swoich uczniów obrony własnego zdania na podstawie odpowiednio dobranych przez nich argumentów. Uczniowie lubią dyskutować i dlatego powinniśmy im to umożliwiać jak najczęściej. Kiedy sięgnę pamięcią do tematów dyskusji, które odbywały się na moich lekcjach do głowy przychodzi mi kilka klasycznych:

  • Życie w Sparcie i w Atenach - porównanie
  • Bać się czy nie bić (o powstaniach w XIX wieku)?
  • Ocena powstania warszawskiego (czyli w sumie znowu „bić się czy nie”)

Często słyszę od nauczycieli, że nie ma sensu zbyt często debatować w klasie, bo uczniowie mają za małą wiedzę i nie potrafią merytorycznie odpowiednio odnieść się do tematu. Dyskusje rażą nas, nauczycieli prostymi wnioskami, płytkimi argumentami czy ahistorycznymi stwierdzeniami. Może to jednak nie uczniowie są winni a my, stawiając ich przed zbyt trudnymi problemami. No bo co uczeń może powiedzieć na temat tego, czy warto było wywoływać powstanie warszawskie? Zejdźmy na ziemie i zajmijmy się dylematami zwykłych ludzi, z którymi uczniowie mogą się utożsamić. Zobaczyć siebie lub „takich jak ja” w tle wielkich wydarzeń historycznych.

Amerykańska strona Facing History and Ourselves  prezentuje materiały, które dostarczają treści, dzięki którym takie zjawiska jak ksenofobia, antysemityzm, prześladowanie mniejszości sprowadzone są do ludzkich losów, poszczególnych przypadków które pokazują mechanizmy takich zachowań. Na swoich lekcjach bardzo lubiłem wracać do tekstu pod tytułem „No time to think” (anglojęzyczne).

Źródło  prezentuje wspominania  oddanego nauce profesora, który opisuje w jaki sposób, mimo braku pronazistowskich przekonań „nie zauważył”, że jest już za późno na walkę z systemem. Bohater wspomnień opisuje, jak z dnia na dzień, tygodnia na tydzień, powoli i niezauważalnie - niczym przysłowiowa żaba w gotujące się wodzie -  nie widział, jak dochodzi do sytuacji, z której nie było już odwrotu. Tekst jest naprawdę mocny i najlepiej dać uczniom czas na przeczytanie i zrozumienie go (może w domu?). Autor pisze, że tego całego Hitlera nie brał poważnie, potem, że w zasadzie zmiany jakie dochodziły nie wymagały od niego wielkich zmian we własnym, naukowym albo w ogóle go nie dotyczyły. Potem, kiedy już nie mógł odmówić i musiał się wykazać (pójść na zebranie, napisać tekst) było mocno za późno. Nie można było się wycofać bez szkody dla swojej kariery, bez zagrożenia swojego bezpieczeństwa.

Dyskusja o tym człowieku, o tym czy można go zrozumieć, usprawiedliwić jest o wiele bardziej dla uczniów zrozumiała i bliska niż postawienie ogólnego i tematu: „czy Niemcy mogli odrzucić nazizm”. Choć de facto rozmawiamy o właśnie o tym.Na lekcji dyskutowaliśmy o tym, czy można zrozumieć profesora, na ile jego” brak czasu na myślenie” jest zrozumiałe i tłumaczy jego postawę.Nie tracimy przy tym żadnej, ważnej merytorycznie kwestii: mechanizm oplatania swoimi mackami mieszkańca przez totalitarny system widać bardzo dobrze, sposób myślenia przez bohatera tekstu również.

Życzę miłych powrotów na dyskusyjną ziemię.

 

 

Podobne (chyba)