Post po raz pierwszy pojawił się w serwisie doklasy.pl

Piechotą i helikopterem

Kuba napisał w poniedziałek obszernie o tym, jak organizuje swoje pierwsze zajęcia. Dorzucę swoją propozycję takich zajęć „na otwarcie” i opiszę krótkie zadanie rozgrzewkowe. Zajmuje ona niemal całą lekcję i ma wyjaśnić uczniom, na czym polega rozróżnienie, które często stosuję na lekcjach. Prawie każdą z nich zaczynam od wskazania, czy będziemy na niej wraz z uczniami latać  helikopterem, samolotem lub po prostu chodzić po ziemi. O co chodzi? Już tłumaczę.

Dużą wagę przywiązuję do tego, by moi uczniowie (niezależnie od wieku) zdawali sobie sprawę, na ile generalny jest temat, który realizujemy.

Często nawiązuję do historii życia codziennego, często też jestem zmuszony omówić ogólną historię całego wieku lub epoki. Bardzo zależy mi na tym, by uczniowie zdawali sobie sprawę, że bywają lekcje, które mówią o historii osobistej, codziennej i są takie, kiedy „historycznym reflektorem” (wiem, to pretensjonalna metafora) oświetlamy spory obszar i znaczny przedział czasu. W młodszych klasach (piąta, szósta), ale też i później, żeby pokazać te różnice korzystam ze zbioru kilku zdjęć, które regularnie zmieniam. Ostatnio wykorzystałem fotografie pokazujące tragedię mieszkańców Houston, związaną z wielką powodzią, która nawiedziła to miasto.

Na początku lekcji mówię, że dziś na zajęciach uczniowie zobaczą, jak różnie można patrzeć na  jedno wydarzenie. Zapowiadam, że za chwilę pokażę szereg zdjęć. Zadaniem uczniów jest krótko (maksymalnie w 15 słowach) opisać każde z nich i pomyśleć, co je łączy, a co od siebie odróżnia.

W czasie odczytywanie przez uczniów opisów zwracam szczególną uwagę na to, na ile uczniowie piszą o tym, co widzą a czego się jedynie domyślają.

Uczniowie nie mieli problemu z pytaniem o podobieństwa. To oczywiście powódź. Z drugim, o różnice problem był większy. Jak zwykle znajduje się ktoś, kto stwierdza, że na każdym jest coś innego, ale zastrzegam, że trzeba szukać bardziej. Jeśli uczniowie mają problem to dopytuję, czy zdjęcia można podzielić na jakieś grupy. Po krótkiej dyskusji dochodzimy do wniosku, że chodzi o dystans do człowieka. Niektóre zdjęcia są robione „z daleka” inne „z bliska”. Tu zaczyna się dyskusja na temat zalet i wad ma każdego z tych podejść. Co zyskujemy, patrząc na ludzkie twarze? Co kiedy patrzymy na zdjęcie satelitarne? Co przy okazji tracimy? Następnie pytam, na ile obiektywne mogą być zdjęcia. O czym należy pamiętać w czasie ich analizy? Jak można za ich pomocą manipulować?

Cel tej lekcji jest, mam nadzieję, jasny: chcę, by uczniowie dostrzegli mechanizmy, którymi będziemy się kierować na lekcjach historii. Wykorzystuję do tego wydarzenie bardzo aktualne, by zauważyli, że pewne rzeczy są zawsze takie same. Poza tym mam nadzieję, że w jakimś stopniu przygotowuję ich także do radzenia sobie z wiadomościami ze współczesnych mediów.

Podobne (chyba)