Post po raz pierwszy pojawił się w serwisie doklasy.pl

Powstanie listopadowe czyli nieudana wycieczka

Jesteście na tygodniowej wycieczce. Obiecano wam, że będziecie mieć dużo wolnego czasu, będziecie codziennie chodzić na basen, decyzje dotyczące tego, co zrobić kolejnego dnia, będą zapadać w czasie dyskusji z opiekunami. Okazuje się, że prawda jest nieco inna. Co prawda macie sporo czasu wolnego, ale basen jest co drugi dzień, a co ranek musicie uczestniczyć w nudnych lekcjach. Protestujecie czy nie? Co możecie zyskać, co możecie stracić? Jakie stanowiska wśród uczestników wycieczki mogą się pojawić?

Zaczynam wierzyć w metodę, którą mocno popularyzują twórcy serwisu Facing History. Chodzi w skrócie o to, by pewne decyzje, spory, kontrowersje tłumaczyć uczniom przez sprowadzenie ich do poziomu relacji ludzkich, które są wyobrażalne dla uczniów, osadzone w naszej rzeczywistości.

Klasyczna dyskusja "bić się czy nie bić" w kontekście powstania listopadowego może i jest ciekawa, ale umówmy się, nie jest to dylemat, z którym uczeń może się łatwo utożsamić bez uproszczeń czy ahistoryzmów. Kuba, w ostatnim swoim wpisie, zaproponował np. wyobrażanie sobie ufoludków w kontekście wielkich odkryć geograficznych. Ja natomiast na ostatnich zajęciach  poprosiłem uczniów o wyobrażenia sobie sytuacji z wycieczki szkolnej opisanej na wstępie.

Nie chodzi o długą dyskusję, raczej o to, by uczniowie na przykładzie bliższym swojej codzienności zrozumieli, że niemal zawsze pojawiają się w takich sytuacjach różne pomysły.

Dyskusja wśród siódmoklasistów potoczyła się naprawdę ciekawie. Dość szybko pojawiło się skrzydło "realistów", których przedstawiciele twierdzili, że tylko naiwni mogli wierzyć w spełnienie takich obietnic.  Inni z kolei uważali, że trzeba się upominać "o swoje”. Dyskusja rozgorzała, uczniowie dobrze rozumiejąc jej sens obstawali przy swoich zdaniach. W końcu jednak powiedziałem "i z podobnymi dylematami, tylko na zupełnie inny temat, musieli się zmierzyć Polacy w 1830, kiedy...".

Przechodząc do omówienia przebiegu wydarzeń 1830-1831 zaznaczyłem, że - jeśli uczniowie będą chcieć - mogą na koniec podsumować losy powstania posługując się dalej tą wycieczkową analogią.

Metoda może wydać się kontrowersyjna czy infantylna. Mogłoby się wydawać, że „tracenie czasu” na to, by na lekcji historii rozmawiać o wyimaginowanej wyciecze jest bezcelowe. Uważam jednak, że empatię historyczną można rozwijać jedynie wtedy, kiedy wydarzenia z „wielkiej historii” uda się sprowadzić do sytuacji zrozumiałych dla naszych uczniów i budzących ich żywe emocje.