Post po raz pierwszy pojawił się w serwisie doklasy.pl

Przegrana bitwa z datami

Jeśli chcemy jakiegoś dowodu, że polscy nauczyciele nie uczą „pod egzamin” to go mamy i jest bardzo solidny! Tylko chyba nie o taki tym, którzy go głoszą chodzi.

Uczniowie gimnazjum udowodnili nam po raz siódmy z rzędu, że nie umiemy ich uczyć następstwa wydarzeń. Kolejny raz proste zadanie okazało się „nie takie proste”. Chyba nie wystarczy już tylko wskazywać palcem na nieumiejących się uczyć uczniów, “którzy nie potrafią zapamiętać najprostszych dat”

Justyna Suchecka z Gazety Wyborczej ćwierknęła w ubiegły piątek o najtrudniejszym zadaniu na egzaminie gimnazjalnym, jakim okazało się (to żadna niespodzianka) pytanie o chronologię wydarzeń związanych ze stosunkami polsko-krzyżackimi. Pani redaktor raczyła również wspomnieć o mnie, za co jestem Jej wdzięczny, ale czuję się trochę tak jak bramkarz, który wyłapał dwa rzuty karne, ale jego drużyna i tak przegrała 5:0.

Niestety na stronie Centralnej Komisji Egzaminacyjnej nie ma jeszcze wielu danych. Znamy rozkład centylowy, rozkład wyników, ale wciąż nie wiemy jak „wypadły” poszczególne zadania. Wiemy jedynie, które z nich było najłatwiejsze (WOS), a które najtrudniejsze .

Nie trzeba być wielkim ekspertem, żeby po obejrzeniu arkusza (piszę o nim tu) wskazać najtrudniejsze zadanie zanim cokolwiek powie nam CKE. Kilka lat pracy w IBE no i przede wszystkim czytanie opracowań CKE nie pozostawia żadnych wątpliwości, że nasi uczniowie mają największe problemy z zadaniami sprawdzającymi umiejętności chronologiczne.

Cofnijmy się do poprzednich arkuszy:

Rok 2016
Zadanie najtrudniejsze: 30% uczniów rozwiązało je poprawnie

W 2015 najtrudniejsze zadanie wykonało dobrze 40%

W 2014 TYLKO 25% odpowiedziało dobrze na takie zadanie (i t nie tylko dlatego, że 13):

Ciekawi są Państwo jak było wcześniej? Tu mała niespodzianka. Najtrudniejsze okazało się zadanie związane z rozpoznawaniem symboli judaizmu (też podstawy), ale na drugim miejscu pod względem trudności znalazło się zadanie takie (31%)

I na koniec pierwszy egzamin z 2012 roku. Wtedy w nowej formule. Już pierwsze zadanie okazało się najtrudniejsze (31%). Uczniowie mieli przeanalizować dwie mapy, które zawierały wszystkie potrzebne informacje a potem… (tak, co za niespodzianka) zaznaczyć odpowiedni okres  na osi czasu.

Na sześć egzaminów tylko raz zadanie odwołujące się do umiejętności chronologicznych nie było najtrudniejsze!

Jeśli chcemy jakiegoś dowodu, że polscy nauczyciele nie uczą „pod egzamin” to go mamy. Jak można wytłumaczyć fakt, że po trzech, czterech a nawet pięciu latach – wiedząc co sprawia uczniom najwięcej trudności – nie nauczyliśmy się ich tego uczyć?  Nie uczymy “pod egzamin”, bo nie umiemy tego robić. Powiedzmy sobie szczerze mówimy o zadaniach banalnie łatwych, nawet dla uczniów. Gdybyśmy je pokazali im w momencie realizowania tematów do jakich zadania nawiązują większość uznałaby takie zadania za absurdalne i niepotrzebnie zajmujące czas. Więc co się dzieje? Przecież lekcje historii kojarzą się dzieciakom z datami, z pytaniem „kiedy” a jednak gdy przychodzi co do czego osiągamy jeden wielki klops.

Uczmy myślenia chronologicznego a nie dat! Właśnie „myślenia” bo uczymy zapamiętywania. Trzeba wiedzieć W KTÓRYM ROKU przeniesiono do siedzibę królów do Warszawy, w KTÓRYM ROKU podpisano drugi pokój toruński, W KTÓRYM ROKU….

I tak w kółko.

Nie zaprzeczam, że są daty, które warto uczniowi wbić do głowy. Ale nie po to by, go potem nimi i kilkudziesięcioma innymi  torturować, ale by dać mu szkielet chronologiczny. Odchodząca podstawa programowa tylko w kilku miejscach wyraźnie odnosi się do dat (np. rozbiorów), często jednak każe „umiejscawiać w czasie” a to nie jest to samo, co data roczna! Zastanówmy się, czy uczeń naprawdę musi znać datę ustanowienia Akademii Krakowskiej? Naprawdę? Ma znać datę 1364? A po co? Nie wystarczy wiedzieć, że rzecz miała się za panowania Kazimierza Wielkiego a ten panował w drugiej połowie XIV wieku?

Popatrzmy jeszcze raz na tegoroczne, najtrudniejsze zadanie zastanówmy się co musi wiedzieć uczeń, żeby prawidłowo je rozwiązać. Przecież wystarczy pomyśleć tak:

„To, o co mnie pytają wydarzyło zaraz po przybyciu (sprowadzeniu) Krzyżaków… Konrad Mazowiecki sprowadził ich podczas rozbicia dzielnicowego. Łokietek to już „koniec rozbicia” więc to musi być 1”

Żadnej daty rocznej, wieku… tylko myślenie i wyciągnie wniosków”

A założę się o zgrzewkę soku multiwitamina, że 70% uczniów myślało mniej więc tak:

„Jejku w którym roku zaczęła się „akcja systematycznego wypierania Prusów”, a w którym roku była koronacja Władysława Łokietka… Krzyżacy to przecież Grunwald więc 1410 po unii polsko-litewskiej… stawiam więc na 4”

Nie wiem czy wszyscy, ale na mój nos odpowiedź 4 będzie najczęściej wybieraną odpowiedzią.

Pomyślmy, czy w następnym roku, wiedząc, że na pewno pojawi się pytanie o chronologię nieco nie zmienić swojego stosunku do uczenia.

Kilka moich pomysłów:

  • Uczmy „dużej” chronologii: pytajmy się jak najczęściej o kolejność panowania dynastii, epok, okresów poszczególnych okresów w dziejach.
  • Róbmy ćwiczenia chronologiczne bez dat. Na przykład: wytłumacz, nie używając żadnych dat, skąd wiadomo, że Zjazd w Gnieźnie był po chrzcie Mieszka I” ”, albo “wytłumacz, nie używając żadnych dat, skąd wiadomo, że II pokój toruński był zawarty po bitwie pod Grunwaldem. ”.
  • Częściej pytajmy o chronologię równoległą. „Kto w tym czasie panował w Królestwie Polskim”, „Co w tym czasie działo się w Anglii?”
  • Zróbmy porządny rachunek sumienia i usuńmy ze swoich wymagań 50% dat! To na początek. Świat się od tego nie zawali, uczniowie nas pokochają jeszcze bardziej. W zamian za to powtarzajmy więcej chronologii bardziej ogólnej. Kto nam broni na każdym sprawdzianie zadać pytanie o dużą chronologię?
  • Kolejny arkusz egzaminacyjny za nami. Kolejny raz chronologia leży. Co byśmy postawili uczniowi, który po raz siódmy robi takie samo zadanie niepoprawnie?

Uczymy, jak nas uczono. A to już dawno się nie sprawdza. Mamy na to empiryczne dowody. Likwidacja egzaminu gimnazjalnego tylko przykryje problem.

Podobne (chyba)